Tęczowy projekt zaczynam minimalistycznie. Czerwona kreska chodziła za mną już od jakiegoś czasu i w końcu nadarzyła się okazja, żeby ją sobie ustrzelić...
Kreskę namalowałam czerwonym cieniem z palety Coastal Scents 88 Ultra Shimmer Eye Shadow Palette wymieszanym z duraline'em. Rysunek poprawiłam paletą Sunset Sleeka. Poza tym rozświetliłam dolną powiekę odrobiną połyskliwych cieni (nadal Coastal Scents) i obowiązkowo zaznaczyłam załamanie delikatnymi, matowymi brązami. Et mniej więcej voilà!
Ten skromny makijaż tak bardzo przypadł mi do gustu, że uskuteczniałam go - niesłychane! - trzy razy z rzędu. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, rzadko zdarza mi się nosić te same oczy. Zaraz nawet zobaczycie, że tutaj też nie wytrzymałam. Bo gdy za trzecim razem zabrałam się wreszcie za robienie zdjęć, postanowiłam wprowadzić niebieską modyfikację.
Cyku cyk, zrobiłam kilka fotek i znów chwyciłam za pędzel.
Ale tym razem wykąpałam go w odrobinie bieli.
Na mojej potwarzy nowe oczyska prezentowały się tak:
Były inne plany na dzisiejszy wpis, ale słońce znów miało na mnie wylane i postanowiło pięknie świecić przez cały dzień. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko wykazać się mile widzianą elastycznością: chwyciłam za pędzle i wymyśliłam boho-maza. Uwaga! Boho-maza sponsoruje Katalina, bo to ona postanowiła się pozbyć przecudnej paletki 88 połyskliwych cieni Coastal Scents, a ja dedykuję go zarówno jej, jak i Hexxanie, która - nie wiedzieć czemu - upodobała sobie moje maziaje. Dziękuję, Dziewczęta!
Boho-maz!
O matulu! Powinnam wreszcie odpowiedzieć na wszystkie zaległe tagi, a nie marnować czas na takie bzdety...
Bzdet!
Pokazuję Wam tylko jedno oko, bo drugie zostawiłam sobie au naturel. Sama nie wiedziałam, gdzie mnie ręka poprowadzi (nioh, jak to fajnie brzmi). Chciałam poeksperymentować i nieskromnie powiem, że eksperyment uważam za udany.
Exhibit A
Oczywiście nie wyszłabym w tym makijażu do warzywniaka, ale na szaloną imprezę - w te pędy! Tylko jakoś nie ma z kim iść. Ech, podensiłabym sobie, zwłaszcza że karnawał. Niech mnie ktoś przygarnie... :(
Rzucam urok
na mojego przyszłego towarzysza imprezy!
Okej, zdjęć mogło być więcej, ale nie będę przesadzać. Co za dużo, to niezdrowo. Teraz Wam pokażę, jakich surowców i maszyn użyłam przy produkcji tej tapety.
Surowce i maszyny :)
Co my tutaj mamy? Ano różne takie. Może wymienię, bo przecież wypada założyć, że ktoś może być zainteresowany:
baza pod cienie (Artdeco)
korektor Match Perfection 030 Classic Beige (Rimmel)
paleta Paraguaya (Sleek) - cienie Sandstone i Blush przydatne do rozcierania oraz Stone do brwi
paleta Au Naturel (Sleek) - nie ma jej na zdjęciu, ale poczęstowałam się najjaśniejszym cieniem (Nougat), a czerń (Noir) wzięłam do zrobienia kreski
cień dinozaur Classic Canvas (Avon)
czarna kredka SuperShock (Avon)
fioletowa kredka Longlasting Eye Pencil 08 Touch of Glam (Essence)
tusz False Lash Effect Fusion (MaxFactor)
pędzle: Inglot, Maestro i jakaś sierota avonowa
Ponadto bardzo ważnym elementem było tło muzyczne. Przypomniałam sobie o Radiohead i gdybym puszczała z winyla, a nie youtube'a, to chyba zjechałabym płytę na łyso. Lotus Flower. Bardzo dobre dźwięki wspomagające, idealne do boho-mazania. Przynajmniej dla mnie.
I co mi powiecie, Żabki Kochane? Widzicie różnicę pomiędzy ciapaniem na szybko (patrz: poprzedni wpis), a precyzyjnym boho-mazaniem? Bo ja owszem. Zawsze.