Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tagi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 listopada 2012

Zapchajdziura

W sumie źle to nazwałam, bo nie było żadnej dziury do zapchania...
Zawsze mam coś kosmetycznego do ogarnięcia, ale nie zawsze mam ochotę na zabawę ze zdjęciami. Dlatego znów post w formie wywiadu... wywiadów właściwie. Dwóch krótkich.
Ależ fajnie, że ktoś się mną interesuje.


Pierwszy wywiad poprowadzi Vanilia120.

1. Ulubiona potrawa?
Mięsny jeż.

2. Gdzie chciałabyś spędzić swoje idealne wakacje?
Na wodzie. Albo nad wodą. Grunt, żeby była ciepła.
Niby mogłabym sobie wskoczyć do wanny, ale marzy mi się, kurde, Bora Bora. Wszystko przez ostatnią makijażową zabawę (której do tej pory oczywiście nie ukończyłam).

Tutaj.
(Źródło).

Ale domek w lesie nad kaszubskim jeziorem też daje radę.

3. Ulubiona książka i film?
Nie powiem. Bo nie wiem.
Ale czytam "Kosmos" Gombrowicza, a kilka dni temu poszłam samotnie do kina na "Samsarę". To było coś.




4.Ulubiona piosenka? 
Hmmm....
"Ognia daaaaj lampie meeej niechaj płonieee..."
(Zając, Ty wiesz). 

5. Gdzie byłaś 4 godziny temu i co robiłaś? ;-)
W Rossmannie. Dumałam przy szafach z kolorówką, aż w końcu powiedziałam sobie: "Pier..., za dużo tutaj tego". I pojechałam do domu. 

6. Czy tęsknisz teraz za kimś?
Tak, tęsknię. Czekam i pachnę. 

7. Co chcesz wiedzieć o swojej przyszłości?
Raczej nic. Przyzwyczaiłam się do tego, że tak mało o niej wiem. 

8. Kiedy ostatni raz płakałaś? 
W poniedziałek.

9. Wolisz brokatowe cienie czy matowe?
Nie ma to jak błyszczeć w towarzystwie.

Prochy Edwarda.
(Źródło)
Ale jednak matowe...

10. Jesteś bogata? 
To zależy jak na to spojrzeć. Jestem bogata w przeżycia wewnętrzne. :)  

11. Czy lubisz kolorowy makijaż?
Polecam kliknąć w etykietkę "makijaże".



Drugi wywiad należy do Lenaastyle:

1. Ulubiony makijaż?
Taki, w którym dobrze się czuję.


2. Kosmetyki do twarzy czy do ciała?
Gdybym musiała wybierać, to... kupiłabym półprodukty i kręciła z nich takie rzeczy, które nadają się i do twarzy, i do ciała.

3. Buty płaskie czy na obcasie?
Ania dobrze odpowiedziała na to pytanie: "dobrze wyprofilowane, stabilne obcasy". W takich mogę nawet uprawiać biegi za komunikacją miejską.

4. Zakupy w sklepie normalnym czy internetowym?
Boję się nienormalnych sklepów, więc wybieram normalne. Lubię obejrzeć i pomacać. Lubię mieć od razu. Internet to takie koło ratunkowe - jeśli coś jest niedostępne w okolicy albo zdecydowanie za drogie.

5. Czy masz jakiegoś zwierzaka?
Nie. Ale czasem przychodzi do mnie Zając, Jeż oraz Sroka.
No i dwa koty: pierwszy i pierwszy :)
Nie mogłoby również zabraknąć Gawrona.

6. Ulubiona potrawa?
Naleśniki?! 

7. Jaki masz sposób na spędzanie wolnego czasu?
Czekam i pachnę.

8. Opalanie na plaży czy w solarium?
Pływanie w ciepłej wodzie :)

9. Wakacje z rodziną czy z przyjaciółmi?
Pływanie w ciepłej wodzie :))

10. Sukienka mini, midi czy maxi?
Midi albo maxi. Nie chcę, żeby ktoś leczył sobie kompleksy na moich udach ;P

11. Ulubiona pora roku?
Każda. Nie lubię tylko, kiedy jedna się kończy i przychodzi następna.


Dziewczynom dziękuję za pytania, a Wam za uwagę.
Buziaki i do kolejnego. 
Hop siup!

niedziela, 11 listopada 2012

Odpowiadam

Pod poprzednim postem Laura poprosiła mnie (dość stanowczo), bym napisała coś więcej o cukierku, a zaraz potem Make-up Freak zarzuciła tagiem. No to do roboty!


Dla Laury, wszystkich łasuchów i zainteresowanych

Bogate wnętrze.

Oto pokazał, co ma w środku.
A teraz wyobraźcie sobie, że Was poczęstowałam. Przez chwilę mozolicie się ze szczelnie zgrzanym papierkiem, by dostać się do pasiastego, pękatego cuksa, długiego na trzy i pół centymetra. Kosztujecie i nagle dociera do Was to:

Źródło: http://alma24.pl/produkt/58242/cukierki-wawel-fistaszkowe

Czyżby daleki brat fistaszkowych?

Chiński cukierek ma delikatną, lekko słodkawą skorupkę, a we wnętrzu miazgę z orzechów ziemnych. Prawda, że brzmi znajomo? Choć zupełnie nie umiem czytać z krzaczków, skład mogę Wam podać.
O, proszę:

Skład dla zainteresowanych ;)

Cukier, syrop słodowy, orzechy arachidowe, sól i aromaty. Polskie karmelki mają podobnie. Tylko jeszcze dochodzi kakao, tłuszcz, serwatka...
Dzięki angielskiemu tłumaczeniu możemy się dowiedzieć jeszcze więcej.

Nie skupiajmy się za bardzo, bo się zdziwimy.

W moim swobodnym przekładzie:

Kruche pekińskie cukierki są znane w Chinach od wielu lat. To tradycyjny chiński przysmak - wyjątkowo chrupki, niezwykle aromatyczny i słodki.

Kruche cukierki firmy "Sister Ma" powstały dzięki połączeniu tradycyjnych metod wyrobu oraz nowoczesnych technologii. Wytwarza się je według 15 procedur oraz ze starannie dobranych składników, wśród których znajdują się najwyższej klasy orzechy arachidowe i sezam. Cukierki  "Sister Ma" są słodkie, aromatyczne, kruche oraz pękate, ale nie tłuste. Wyglądają smakowicie, składają się z kilku warstw. Sprawdzą się świetnie w roli domowej przekąski, jak i podarunku dla przyjaciół czy krewnych.

Nie czuję się obezwładniona smakowo. Nigdy nie szalałam ani za fistaszkami, ani za fistaszkowymi. Ale bardzo lubię masło orzechowe w połączeniu z dżemerem. Co Wy na to?

Reflektujecie?




Dla Make-up Freak i tych, którzy dotrwali

Na czym wyróżnienie polega:
Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.

Pytania od  Make-up Freak:

1. Jaki kolor na włosach preferujesz?
Ale że na swoich? Odpowiem tak: gdybym miała potężniejszą grzywę, wolałabym coś ciemnego. Są też dni, gdy bierze mnie na rudość. A tak w ogóle to już będzie chyba rok, jak nie farbowałam.

2. Niezbędny kosmetyk w twojej torebce to ...
Peeling do stóp...

na pewno to nie jest!
Zdecydowanie coś do ust, najlepiej ochronnego.

3. Poprawki w makijażu w ciągu dnia: tak/nie
Nie wyrobiłam w sobie tego nawyku. Poprawiam tylko usta. Czasami zabiorę ze sobą coś więcej, puder na przykład. Ale potem i tak zapominam. Gdy jest gorąc, lubię sięgać po bibułki matujące.

4. Eyeliner w płynie czy żelowy?
Obydwa. Zależy, o jaki efekt i kolor chodzi.

5. Paznokcie długie czy krótkie?
Krótsze.

6. Kolory na powiekach ciemne czy jasne?
Najlepiej w ogóle.

Muahahahaha!

7. Jak dbasz o sylwetkę?
Uprawiam sport i inne rzeczy.

8. Stosujesz dietę?
Jeśli rozumieć dietę jako sposób na uzyskanie wymarzonej sylwetki - nie.

9. Cienie prasowane czy wypiekane?
Prasowane.

10. Jakie jest Twoje drugie imię?
Nawiązując do pierwszej części wpisu: Agnieszka ssała tego orzeszka.

11. Po co założyłaś blog?
Żeby był sławną, bogatą i dostawać dużo kosmicznie drogich kosmetyków.
Świetnie mi idzie, co nie? ;)


Tyle na dziś. Bezczelnie przerywam łańcuszek. Ślę całusy.

poniedziałek, 24 września 2012

Love or Hate?

Jesienny Kazik w zupełnie niekazikowej odsłonie. Dla otuchy mimo wszystko.


Tak, ja też to poczułam. W Lidlu nie ma już słonecznika i kukurydzy. Herbata szybciej stygnie, ale to akurat zaleta. Z lodówki wyłowiłam resztkę malin i zrobiłam sobie drugie śniadanie. Jogurt, kwaśna śmietana do smaku. Razem z melancholią zaplątało się jakieś musli i kilka kropli miodu na jej osłodę. Miód, słoik lejącego się, brązowozłotego miodu - kolejna zaleta.

Maliny też wlazły pod kołdrę.

 Skoro na talerzu tak słodko, a w blogosferze jeszcze słodziej, ja również postanowiłam sypnąć cukrem.


Ciastkiem zaskoczyła mnie najpierw Siulka, a potem o moją figurę zadbały Simply i Katalina. Dziewczyny wrzucają do sieci świetne posty (i mają dłuższy staż niż ja, więc pewnie doskonale je znacie), koniecznie zajrzyjcie.

Rzadko odpowiadam na tagi, ale ten jest mało kłopotliwy, dlatego tym razem nie zamierzam przerwać łańcuszka. Które blogi lubię? Wszystkie te, które obserwuję i umieszczam w pasku bocznym. Poza tym przyznaję, że bardzo szybko przekonuję się do dobrego stylu. Chodzi mi o język - bluzki i makijaże sobie noś, jakie chcesz. Jeśli blog jest dobrze pisany, ja to kupuję. Poza tym lubię ładną oprawę graficzną, dobre zdjęcia (kto nie lubi?). Dostajesz bana, gdy notorycznie krzywdzisz polszczyznę, i to nie dlatego, że masz problem i potrzebujesz pomocy, ale dlatego, że to ja jestem skrzywiona.

Dzisiaj chciałabym wyróżnić tylko pięć babek, bo taki mam humor (pięć to dobra cyfra, a kolejność jest przypadkowa):
  • Olgitę - żeby miała co wciągnąć, gdy ją napadnie boredom hunger. Poza tym niech dalej świetnie pisze, bo każdy jej post robi mi dobrze. Tak, językiem. Bingo!
  • Malowaną Lalę - bo jej malowany kącik ma stanowczo za mało czytelników.
  • Hedgehog Girl - bo to jest pisanie, a nie pisanina. Z dystansem, z ironią. Przybywam i nie opuszczam!
  • Diggerową - Diggs ma dwa blogi, a ja świadomie linkuję ten pierwszy, bardziej pamiętnikarski, bardzo soczysty, treściwy, świetny, a z każdym kolejnym zdaniem i każdą muzyczną inspiracją jeszcze lepszy. I nie dlatego, że nie lubię tego drugiego. Nie umiem docenić, bo... nie mam dobrego nosa.
  • Hatsu-Hinoiri - bo każde zdobienie to dzieło sztuki i opad szczęki.

Już. Jeśli ktoś nie dostał dziś ciastka, to niech nie bierze tego do siebie. Uwielbiam Was wszystkie! Smacznego!

No właśnie.

środa, 13 czerwca 2012

(Nie) chcę

Muszę się rozpisać, bo zamulam ostatnio. Dlatego dzisiaj mało obrazków, więcej literek.


Niedługo wbiję do cukierni, kupię sobie babeczkę kajmakową i naszpikuję ją nieprzyzwoitą liczbą świeczek. Zapalę, zdmuchnę i będę łykała razem ze łzami. Nie doskwierają mi lata. Doskwiera mi Atlantyk i brak ludzi do pracy.

Ponieważ już wiem, że w swoje święto nie dostanę tego, czego chciałabym najbardziej, pomyślałam o innych rzeczach, które może kiedyś się spełnią. (No już, schowajcie te karty płatnicze, trololo).

Jestem na tyle wybredna, że lubię być obdarowywana trafionymi prezentami - niezłe wymagania jak na kogoś, kto jako Święty Mikołaj przede wszystkim daje... ciała - więc może zacznę od tego, na czym mi nie zależy.

Tagowała mnie Simply. Dawno temu. Środek zimy był.

 

Wybredna, tak? A jak przychodzi do szukania niechcianych rzeczy, to nagle się okazuje, że wszystko jest takie cudowne. Okej, oprócz tego:


1. Tangle Teezer.  
A po co prawie łysemu babsku droga szczotka do włosów? 

2. Żele do włosów, odżywki bez spłukiwania. 
A po co przeciążać tę garstkę cienkich kłaków, które zostały na głowie prawie łysego babska? 

3. Zmywacz z acetonem. 
Zgiń, przepadnij, płynie nieczysty! 

4. Antyperspirant w aerozolu. 
Pomińmy niezręczność przy wręczaniu podarunku (tag przecież wcale nie dotyczył prezentów) i skupmy się na tym, że ja jednak wolę fafkulce. 

5. Samoopalacze. 
Pozwólcie, że zacytuję z klasyka: Szlachta jest blada, a plebs opalony.



Zrobione? Zrobione!
Możemy zatem przejść do rzeczy, które mnie obecnie kręcą. I to bardzo.

Wyróżnienie również od Simply.


1. Kolorwa maskara.
Niebieska, fioletowa, zielona, nieistotne, byleby na rzęsach nie robiła numerów w stylu: "żartowałam, jestem czarna". Bez kitu. I bez osypywania!

2. Sztuczne rzęsiory.
Porządne takie, Ardell najlepiej. Klej już mam. Chcę poćwiczyć.

3. NYX, Jumbo Eye Pencil, Milk
Już była w koszyczku, ale potem z przykrością stwierdziłam, że jednak nie mam pieniędzy.

4. Seche Vite
Przy pierwszym kontakcie trochę mnie rozczarował, ale nie chcę przyczepiać mu etykietki po jednym obsmarowaniu. Spotkajmy się jeszcze!

5. Coś z kolorówek u nas niedostępnych/trudno dostępnych.
Tych drogich i tanich. Zoeva, Kiko, P2, MUA, Illamasqua, Deborah Lippmann, Nubar, A-England (szczególnie jeden lakier), Kleancolor, Ozotic, Color Club... długo tak mogę!

I wiele innych rzeczy. Cienie z Bikoru. Cool and the Gang, ewentualnie Joko Indigo. Real Techniques. Olej z orzechów włoskich. Dermogal. Piękny liner Gosha. Może Flormarowe lakiery. Więcej różów z the Balm. Więcej płytek do stemplowania. Cienkie tasiemki do zdobienia pazurów... Stop!

Weźcie się cieszcie, że mówię dzisiaj tylko o kosmetykach.
Lista jest sporawa, ale tak naprawdę nie przykładam się specjalnie do jej spisywania. To dobry test, bo jeśli coś nie przetrwa w mojej pamięci, to znaczy, że mogę bez tego żyć.


Odpowiadałyście na te tagi?
Wyrzuciłyście już kasę na swoje marzenia?
Czy może przeminęło z wiatrem?
A może chcecie tego, czego wcześniej nie chciałyście?

(Po namyśle:)  Hmm, właściwie to mogę żyć bez tego wszystkiego.

wtorek, 15 maja 2012

Ktoś reflektuje?

Dwie rzeczy.
Po pierwsze, całe życie myślałam, że wyprodukowano mnie w Trójmieście.
Ale nie.
Wyszło szydło z worka, tandeta ze Słomka.

Chyba lepiej zainwestować w cień z Inglota...

Po drugie, jeśli nie chcecie wydawać swoich ciężko zarobionych monet, ale nadal pragniecie być bliżej mnie, możecie po prostu zadać mi pytanie. Za tę możliwość podziękujcie Olgicie.
 
Tak, to jej sprawka!


Dobra, dobra, bez przesady. Przecież pytać możecie zawsze i o co tylko chcecie. Ta wersja kontaktu ze Słomiszczem jest otwarta całodobowo. Oraz nieodpłatna (uff, kamień z serca, baba z wozu, a koń rży).

Ktoś reflektuje?

Lol, tylko się nie bijcie. Starczy dla wszystkich i jeszcze zostanie.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Byś się wstydziła!

A miałyście nie przychodzić...
W porządku, zostańcie.
Tylko się nie przestraszcie.

Simply, moja kochana Simply, tak bardzo się o mnie troszczy, że... wygoniła mnie pod ścianę. Pod ścianą jakoś tak pusto i nieswojo, więc odpowiadam na taga szybciej niż mam w zwyczaju.
(Tak naprawdę nie chcę blokować kolejki, sasasa).


Zasady wyzwania "ściana wstydu z dzolls"
  • Wstaw obrazek.
  • Napisz, kto Cię wyzwał.
  • Przedstaw zdjęcie dowodowe Twojej ściany wstydu :)
  • Wyzwij kogoś na ujawnienie swojej ściany wstydu :)

Doczytałam u pomysłodawczyni, że powinnam w nagrodę pokazać kompromitujący fakt kosmetyczny. O...kej.

Dumam. Dumam. Dumam.
Proszę o wyrozumiałość, to wcale nie tak łatwo nagle zmusić się do wstydu.

Dobra, może to:

Mamusia bardzo Was kocha!

Nie no, dajcie pokój - przecież niektóre z Was mają jeszcze większe zbiory... Ja się swojego wcale nie wstydzę. Ani trochę! Każdy kolor jest moim jedynym, ukochanym i nawet jeśli ktokolwiek stwierdzi, że mam na paznokciach gołębią kupę, to ja tę kupę kocham! Bo wszystkie moje lakiery są dla mnie niczym proustowskie magdalenki. Gdybym była stonogą... nie, dobra, może nie idźmy tą drogą, taki film już był, uznajmy, że doskonale wiecie, co chciałam powiedzieć. Ktoś mógłby mi jeszcze zarzucić, że wstyd gdzieś tam jest, skoro ostatnio zaciskam lakierowego pasa. Prawda, że zaciskam, ale robię to tylko dlatego, że a) oszczędzam, b) wzięło mnie na eksperymenty. (Nic dziwnego, że kasy brakuje skoro nie mam za grosz wstydu).
Właśnie, przy okazji chciałam się pochwalić, że wczoraj minął miesiąc od dnia, w którym ostatnio kupiłam lakier. Trzeba być twardym, a nie miętkim, dziewczęta!

Czyli lakiery nie. Co dalej?

Kreda dzieli się na wczesną kredę i późną kredę.

Nie, nie, nie! To już naprawdę głupi pomysł. Każda kredka jest inna i dostarcza mi innej radości, kropka. I na pewno macie więcej, przyznajcie się!

To może coś z innej beczki. Czy raczej z innego kubeczka:

Gdy robi się gorąco, ściągam majtki.

Ups, wydało się. Już wiecie, czemu lubię się malować. Ale tu nie ma się co wstydzić, tu się trzeba cieszyć! Przecież dzięki mnie ten "facet" jest wyposażony w kilka(naście) nadprogramowych pędzli.

Skoro - jak na razie - podaję same powody do dumy, może muszę zajrzeć w inne miejsce, mniej kolorówkowe, bardziej pielęgnacyjne? Rozglądam się, rozglądam...

Bingo!

Ciepło, cieplej, gorąco... Przyjrzyjcie się dokładnie, a same zobaczycie. Widzicie? Nie, nie bajzel, chociaż bazjel też, tak macie rację, ale obiecuję, że zaraz posprzątam (skąd się kuźwa tyle badziewia tam wzięło?), tylko się przyjrzyjcie. Zbliżenie raz!

Coś ty taki niewyraźny?

Pali żywym ogniem! Ze wstydu pali. Tak, wiem, makabra jakaś, zabiłam kaktusa! I to nie pierwszego. Wyobrażacie to sobie? Kremy wcieram, peelingi uskuteczniam, maseczki paćkam po facjacie, a po kryjomu morduję rośliny doniczkowe. Horror jakiś be klasy! Jak można się tyle pielęgnować i jednocześnie nie umieć zadbać o bezbronnego roślina (taki bezbronny to on nie jest, przecież ma te fajfusy ostre, co nie?), no jak? Jestem straszna. Kwiaty, kiedy się dowiadują, że mają ze mną zamieszkać, dostają nóg i spierdzielają na zewnątrz, żeby zakopać się w ogródku. Słomkini, postrach doniczkowców. Macie, czego chciałyście. Jest mi głupio, wstyd i chyba nie zasnę.
Ktoś mnie jeszcze lubi?
Kwiatów nie pytam.

;(((
;((
:(
:|
:]
:>

Kat, a może zechcesz poprawić mi humor? Pokazuj ścianę wstydu!

piątek, 3 lutego 2012

Co mi wpadło do koszyka?

Miało być kolorowo, czyż nie? I naprawdę by było, gdyby nie wczorajszy atak dwóch kolejnych tagów. Stadko zaległości niebezpiecznie się powiększa (liczę... liczę... mam na karku chyba z 5 sztuk), postanowiłam zatem przejść z bierności w agresywną defensywę i zastrzelić pytających serią odpowiedzi. Na pierwszy ogień pójdzie to:

ZASADY:
  • wklej banner na swojego bloga
  • napisz, kto cię zaprosił do zabawy
  • zaproś kolejne bloggerki
  • pokaż, co ostatnio "złowiłaś" w sklepie (ciuchu lub kosmetyki), post możesz wzbogacić o zdjęcia, mile widziane ceny produktów :)

Banner wkleiłam. Tag przyszedł do mnie od Simply. Ja zapraszam Zajęczaka. I zaraz pokażę (pokazywanie wychodzi mi tak samo dobrze, jak wtedy, gdy byłam mała. Może dlatego, że wcale tak bardzo nie urosłam), tylko najpierw troszkę się potłumaczę.

Tag należy, moim zdaniem, do tych niekłopotliwych. W porównaniu z tagiem ciasteczkowym, to po prostu bajka. Kupuję, fotografuję, piszę i wrzucam, a potem idę modlić się przed lustrem (wzorowa pindzia!). Żadna filozofia. Dlaczego zatem odpowiadam dopiero teraz? Bo mam włączony tryb oszczędzania. Na początku stycznia zgrzeszyłam i skusiłam się na lakier (mea culpa, mea culpa, mea bardzo wielka cu[l]pa). Chciałam go zesłoczować, ale słońce pojechało na wczasy do Egiptu. Tak długo tam imprezowało, że koniec końców w Naturze zrobiło się przytulnie-promocyjnie i kupiłam to, na co od dawna się czaiłam. Zaraz potem z pomocą przyszedł Rossmann, Kaufland i osiedlowy sklep. Nagle okazało się, że mam więcej do pokazywania niż jeden nędzny lakier, który nawiasem mówiąc, na dzisiejszą sesję się nie załapał.

Dobra, coś czuję, że niepotrzebnie maltretuję klawiaturę i wszyscy już krzyczą: poka, poka!

Kto tu kogo zaatakował?

Kozie mleko - krem do rąk i paznokci (Ziaja)
80 ml / 5,99 zł (promocja)


Czaiłam się na niego od dawna i wreszcie złowiłam. Zima dopisuje, więc postanowiłam zaopatrzyć się w kolejne smarowidło. Bo musicie wiedzieć, moje Panie, że kremuję witki jak opętana. Czterema kremami na zmianę. Efekt? Mróz ścina, a ja mam dłonie tak gładkie, jak pupa Kleopatry, czy coś w ten deseń. Koziego mleka od Ziai na razie nie testowałam. Wąchałam tylko. Ładnie pachnie. Jakimś mydełkiem.

Pearl Illusion Eye Shadow 502 Pearl Mist (Kobo)
11 zł (promocja)

Lubię cienie Kobo. Gdy w zeszłym roku nowa jesienno-zimowa kolekcja pojawiła się w Naturach, od razu upatrzyłam sobie kilka kolorów. Ale 18 złotych za jeden naparstek sprasowanego pyłku? Chyba sobie kpicie! Życie już mnie nauczyło, że Kobo nie warto kupować po regularnej cenie. Prędzej czy później każdy produkt ląduje na promocji. I proszę bardzo. Poczekałam, popachniałam - jest! Perłowy, różowiótki, pięknie rozświetla spojrzenie.

Zbliżenie na cienie.
Po lewej: Kobo 502 Pearl Mist.
Po prawej: Sensique 135.


Diamon Shine Eyeshadow 135 (Sensique)
4 g / 5,49 zł (promocja)

Powiem krótko, bo historia podobna do poprzedniej: widziałam słocze, macałam w sklepie, wiedziałam, że go chcę. Przyszła promocja i w końcu jest mój. Jak pierwsze wrażenia? Ładny. Kremowy. Złoty. Brąz.

Wyżej: Pearl Illusion Eye Shadow 502 Pearl Mist (Kobo)
Niżej: Diamond Shine Eyeshadow 135 (Sensique)

Carbon Black & Shadow Art Pencil (Pierre René)
2,5 g / 10,06 zł

Chyba jedyne niepromocyjne zakupy. Tym razem to ja zostałam złowiona. Kredki napadły mnie w osiedlowym sklepie, gdzie mam całą szafę z kosmetykami Pierre René. Za pierwszym razem zostałam pobita przez 05 Romantic Lilac. Potem szlachetnie wzbraniałam się całą sobą, by już więcej nie kupować bułek ani jogurtów z kulkami, ale niestety - zaistniała potrzeba niższego rzędu. Za drugim razem dostało mi się od 02 Golden Bronze. Szczerze mówiąc, trzeciego razu bardzo się boję...

Osiedlowe opryszki

Właście nie wiem, czemu jak ostatni moron nazywam to coś kredkami. To są półkredki-półcienie przecież! Czyli takie dwa w jednym. Z jednej strony mamy bardzo miękką i bardzo maźliwą czerń, a z drugiej metaliczny cień, również bardzo maźliwy (bez bazy chyba tego dynksu nie ruszę). Hmmm, niech teraz porządnie policzę: w sumie mam jedną czarną kredkę i po połowie cienia. Brudnego liliowego i brązowego. Dobrze, osiągnęliśmy precyzję.

Dwa półcienie, czyli prawie jeden cień. (Wyższa matematyka).
Po lewej brązowy 02 Golden Bronze
Po prawej przykurzony (mówią, że romantyczny) liliowy 05 Romantic Lilac



Od góry: maźliwa czerń (we wszystkich wariantach kolorystycznych);
maźliwy brudny liliowy (05 Romantic Lilac);
maźliwy złotawy brąz (02 Golden Bronze).

Czemu zakupiłam? Potrzebowałam czegoś do podbicia brązów i fioletów. Myślę, że się nada. Brudny liliowy jest taki jak w cieniu z Lovely. Przypominam Wam o tym pseudoholografie, bo gdy emocje już opadły (jak po wielkiej bitwie kurz), zaczęłam go doceniać. Jeszcze trochę i doczeka się oficjalnych przeprosin.



Bonusy

Woda micelarna do demakijażu twarzy i oczu (Bourjois)
250 ml / 11,99 zł (promocja)

Kończę pierwszą butlę i jestem zadowolona. Gdy dowiedziałam się, że cena w rossie chwilowo spadła, pobiegłam czym prędzej i zrobiłam zapas. Zawsze to jakaś oszczędność.

Krem do rąk Kuracja Parafinowa (Bielenda)
75ml / 2 opakowania za 8,99 zł (tak, promocja!)

Kremów ci u mnie pod dostatkiem. Ale mówiłam już, że potrzebuję. Kuracja parafinowa bardzo mi przypasowała. Pierwsza tubka już na wykończeniu, dlatego nie mogłam się oprzeć, gdy w kaufie zaatakowała mnie megapromocja - jeden krem rzeczywiście jest gratis. A datę przydatności ma naprawdę długą! Utwierdziłam się w przekonaniu, że obliczenia Majów to bzdury wyssane z palca. Świat się nie skończy w tym roku - no bo skoro krem ma być dobry do 2014...

Trzy puste, zakręcane słoiczki
1,29 (?) za sztukę

W końcu przesypałam pigmenty z niewygodnych fiolek. Będzie szaleństwo.


Podsumowując:
1.  Słowo klucz: "promocja".
2.  Koloru jednak trochę się znalazło...

Jest tam kto?
Ale się rozpisałam rozpasałam.
W następnym poście zamierzam się wstydzić, więc bardzo Was proszę: nie przychodźcie!

środa, 28 grudnia 2011

Cookies?! Om nom nom!

Ledwo skończyły się święta, a ja - niecnota taka - już wyskakuję ze zbereźnymi zabawami. Z pretensjami proszę do Kataliny i Simply. Obie mnie otagowały, a ta pierwsza to nawet powinna odpowiedzieć za wywołanie lawiny ciachowych wpisów. Ja umywam lepkie łapki.


czyli 
 SUBIEKTYWNY RANKING PRZYSTOJNIAKÓW

Zasady:
1. Napisz, od kogo otrzymałaś taga.
2. Wymień dziesięciu mężczyzn, których uważasz za najbardziej atrakcyjnych, a swój wybór krótko uzasadnij.
3. Zataguj dziesięć osób i powiadom je o nominacji.

Skoro już wiadomo, kto mnie skrzywdził, przechodzę od razu do nieco okrojonego punktu drugiego. Tak, będzie tylko pięciu facetów. Żebyście się za bardzo nie podniecały. Poza tym ja sama też muszę wytrzymać ten natłok wrażeń.

Przystojniak Numer 5
Czy na każdej liście musi być Johnny? U mnie jest. Nie, nie Johnny Depp, który raczej staje mi ością w gardle (okej, fajny z niego aktor, ale bez przesadyzmu, dołeczki wolę sobie wykopać na plaży), ale Johnny B. O, mamo! Łączy nas zamiłowanie do placków oraz wąskiej talii. Dobra, wiem, że trochę z niego narcyz, w dodatku niezbyt bystry. Widocznie stał w kolejce po mięśnie, kiedy rzucali mózg. Zresztą co ja się będę tłumaczyć? Odbzykajcie się, to moja szarlotka.

Tylko spójrzcie na ten bajceps
i ponadczasową stylizację. Czuję żar.

(źródło gorrrąca)



Przystojniak Numer 4
Glenn Quagmire. I wszystko jasne. Jeśli kiedykolwiek oglądałyście Family Guya, to wiecie, że koło tego niepoprawnego romantyka nie można przejść obojętnie. Tylko spójrzcie na tę szlachetną linię żuchwy! Dodatkowo zna się na muzyce i praktycznym umeblowaniu. Przyrządza fantastyczne drinki i doskonale wie, co zrobić, by kobieta się przed nim otworzyła. Wniosek? Mam słabość do przystojnych marynarzy ;) Giggity!

Mocna szczęka i gładki fryz, żadna mi się nie oprze.
All right!
(Fotoźródło)

Przystojniak Numer 3
Jeśli coś zryło mi psychikę w dzieciństwie, to na pewno bajki na Polonii 1. Pamiętacie Daimosa? Bo ja aż mam ochotę sobie przypomnieć. Zwłaszcza ze względu na głównego bohatera. Spójrzcie na jego wielkie, ciemne oczy i bujny fryz. Założę się, że nawet nie musiał uskuteczniać ajlajnera i olejowania. Szkoda tylko, że już znalazł kosmitkę dla siebie.

"Mężczyzna porażająco inteligentny, dobry i dzielny". (Wikipedia)
Lud przemówił. Ma rację.

(fotoźródło)



Przystojniak Numer 2
Podkręcamy temperaturę, gdyż w żyłach tego przystojniaka płynie gorąca, włoska krew. Drogie Panie, oto Ezio Auditore da Firenze. Szkoda, że facet większość życia spędza pod kapturem. Podejrzewam, że zajęcie, którym się trudni na co dzień, nie ma tu nic do rzeczy. On po prostu jest skromny i nie chce, żeby baby mdlały na jego widok. Uprawia le parkour na renesansowych dachach i fika koziołki w stogach siana. Umiejętnie posługuje się nożami. Pewnie byłby z niego niezły kucharz.

A na obiad? Soczyste żeberka w coli!
(źródło)









Przystojniak Numer 1
A czego się spodziewałyście? Przecież tylko Bruce Wayne jest w stanie nosić majtki na wierzchu z wielką klasą.


Witam Panie! Spójrz na swojego mężczyznę, teraz na mnie.
Siedzę w batmobilu. Mam seksowny głos.
 (źródło)

Punktu trzeciego nie robię. Jak zwykle jestem sto lat do tyłu za blogosferą i już widziałam Wasze ślinotoki. Pamiętaj jednak, że jeśli jakimś cudem tajfun Ciebie nie dopadł, nie powinnaś spać spokojnie. Koniecznie zrób taga, daj mi znać, a potem zmyj z siebie brud moralny. Co, obnażywszy się przed Wami doszczętnie, idę uczynić!

poniedziałek, 24 października 2011

Naznaczona

Po raz pierwszy w życiu, jeśli nie liczyć wpisów do złotych myśli, zostałam otagowana. Przez simply a woman. Dziękuję Kochana :*

Tag zwie się "Tell me about yourself award".

My blog is great? Oh, really?
Zasady:
- napisz kto przyznał Ci nagrodę 
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
 - nominuj 15 blogerek

Ok, oto siedem (nie)przypadkowych faktów o słomce:
  1. Urodowo-wizażowe blogi obserwuję juz od jakiegoś czasu, a dokładniej od chwili, kiedy kochana simply_a_woman założyła This is another blog about beauty stuff. Wcześniej był głównie youtube. Nad swoim blogiem myślałam dosyć długo. Nie mogłam zdecydować się na nazwę. W końcu stwierdziłam, że "czekam i pachnę" to najbardziej adekwatne streszczenie obecnego etapu mojego życia. Co wcale nie znaczy, że się lenię :P
  2. Wolę orzeźwiający prysznic od taplania się w wannie. Oczywiście nie pogardzę dobrą "pianką", ale zdecydowanie preferuję wylegiwanie się pod ciepłym kocem niż w zbyt gorącej/za zimnej wodzie. Poza tym z wanną za dużo zachodu. Szkoda mi czasu.
  3. Zaobserwowałam ostatnio, że makijaż oczu zaczynam zawsze od prawego ślipia. Tak mi wygodniej. Pewnie ma to wiele wspólnego z moją praworęcznością.
  4. Mam bzika na punkcie lakierów. Kilka dni temu przeprowadziłam gruntowną inwentaryzację. Okazało się, że mam 127 emalii zdatnych do użytku, nie licząc bezbarwnych wspomagaczy. Zaprawione w bojach lakieroholiczki machną ręką i powiedzą "phi". Jeśli o mnie chodzi, to było raczej, delikatnie mówiąc, "o cholera". Przedobrzyłam i powinnam się wstydzić.
  5. A jak to się wszystko zaczęło? Kiedyś malowalam pazury sporadycznie, od wielkiego dzwonu wręcz i zazwyczaj w wakacje. Tak pi razy drzwi półtora roku temu wstąpiłam do Rossmanna, żeby pooglądać biżuterię. I stało się. Strzała kupidyna, chóry anielskie, amore mio. Wyszłam stamtąd z przepięknym pierścionkiem, co było o tyle dziwne, że wcześniej miałam niemalże awersję do takich ozdób (to ciągłe wrażenie, że świecidełko już mi spadło z palca...). Gdy dotarłam do domu, troszkę się zmartwiłam. Bo jak tu nosić przepiękny pierścionek, kiedy dłonie takie nieszlachetne, plebejskie? Wyszperałam stary, czerwony lakier revlona i maznęłam nim dwa razy. Od razu lepiej. :)
    Do dziś nie lubię mieć "gołych" rąk.
  6. W mojej karierze tłumacza-nieudacznika zdarzyło mi się przełożyć aż jedną (!) książkę. Na szczęście jest jeszcze w druku, więc mam trochę czasu, żeby przygotować się psychicznie na kompromitację. Chociaż nie wiem, po co trzęsę portkami. Nie jest to klasyk literatury światowej. Pewnie nikt nawet nie zwróci uwagi na takie pierdoły jak jakość tłumaczenia. :)
  7. Już dawno temu stwierdziłam, że za mało się ruszam. Koleżanki zaliczały jakieś fitnessy, chwaliły się basenami i kursami tańca. Ja nie mogłam się przemóc. Wreszcie, w kwietniu zeszłego roku, moja bliska znajoma namówiła mnie na zajęcia ze stepu. Genialnie się złożyło! Sama bym się przecież nie odważyła. Trochę się ociągałam, ale wreszcie zaryzykowałam. Tak mi się spodobało, że za drugim razem poszłam już bez niej (jakoś nie mogłyśmy się umówić). Bliska znajoma zdążyła urodzić dziecko, a ja nadal brykam na zajęciach. Pocenie się sprawia mi wiele frajdy. Poza tym ma pewne przyjemne efekty uboczne: od tamtego czasu schudłam prawie 15 kilo, choć wcale tego nie planowałam, i teraz czuję się świetnie w swojej skórze.
    Tylko szkoda, że twarz nadal mam krzywą :P
Nominować 15 blogerek? O rety, to chyba jeszcze trudniejsze zadanie. Na pewno nie nominuję 15 osób, bo to jakieś szaleństwo. Zresztą większość z Was już miała okazję trochę się obnażyć przed resztą blogspotowej społeczności. Jeśli ktoś ma ochotę, niech robi. Póki co zapraszam Hexxanę oraz Zoilę, jeśli oczywiście macie ochotę. I wystarczy. Większość z Was narzeka teraz na brak czasu, dlatego nie zamierzam dokładać nikomu dodatkowej roboty :P
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...