Jestem.
Choć myślami gdzie indziej.
Chyba naprawdę klimat się ociepla. Za oknem niby zima, a mimo to nadal pomykam wesoło w jesiennym płaszczu. Czy może to we mnie coś się gotuje?
Jesienny płaszczyk wprawia mnie w jesienny nastrój, dlatego dziś, 20 stycznia, przedstawiam Wam zebrę w jesiennym kamuflażu. Mało udanym, bo ubabranym żółtą farbą. Zebro, gdzieżeś ty bywała?
![]() |
| Ja nic. Trawkę skubałam. |
Konstrukcja zebry jest prosta: najpierw baza w postaci dwóch warstw jednej z największych paskud w mojej kolekcji, czyli zgniłozielonego lakieru (z różowymi drobinkami) Ingrid Cosmetics 370. Wysuszone Insta Dri od Sally Hansen. Potem czerwone pasy z płytki Konad m69 oraz żółte mazy farbką akrylową. Utrwalone wysuszaczem Quick Dry z Golden Rose.
![]() |
| Paskuda. |
Wiem, że to jeszcze pozostawia wiele do życzenia, ale pochwalcie mnie. Bo chciało mi się.
Razem z zebrą mówimy papa.

