Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensique. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Podaruj mi...

Dawno żółtego nie było!

Tym razem w wersji nieco trwalszej.

Zdjęcia stare, lakier stary, ja w sumie też już nie pierwszej świeżości, czyli wszystko do siebie pasuje. Użyłam Sensique w odcieniu Solar Glow (edycja limitowana sprzed dwóch lat, więc próżno go szukać w Naturach) oraz płytki Konad m64 - stemplowałam złotkiem z Barry M. Bardzo lubię ten wzór i już nieraz moje stemplowanie kończyło się na tym, że zamiast sięgnąć po coś nowego, wybierałam to samo zdobienie, tylko na innej bazie.

I tyle.

Życzę wszystkim słonecznego tygodnia,
Słom

...trochę słońca

sobota, 25 lutego 2012

Guns'n'Metals

Dzisiaj, w ramach akcji "Zabierz Słomce klawiaturę", będzie krótko i do rzeczy.
Przynajmniej taki jest plan.

W poprzednim wpisie pokazałam Wam avonowskiego Gunmetala.
Zaraz potem postanowiłam go podrasować. O tak:

Urozmaicamy szaraka.

Co się stało?
Ano na każdym jednym paznokciu mamy tutaj paski, sztuk trzy, domalowane czarnym lakierem do zdobień Sensique, oraz odrobinę srebrnego, glassfleckowego przyjemniaczka. I nie jest to Syrenka od Colour Alike... Wszystko maźnięte bezbarwnym Mega Shine od Sally Hansen, do którego jakoś nie mogę się przekonać.

Z kciukiem.

Tak poza tym to zakładamy z Zajęczakiem zespół. Będzie się nazywał Guns'n'Metals. Tylko nie mówicie nikomu. Zajęczak będzie grała na flecie prostym szkolnym, a ja na cymbałach (zbieżność nazwy tegoż instrumentu oraz przezwiska autorki bloga jest niezupełnie przypadkowa).

Miło mi ogłosić, że pierwszy najlepszy występ już wkrótce.
Żeby dostać bilet, trzeba przynieść ze sobą taką rękę:

Jedna z moich dwóch lewych rąk.

Chociaż tak właściwie to za bardzo się nie trudźcie. Bilety już dawno się rozeszły. Serio, jak świeże półeczki.

Nadal ta sam lewa ręka.

Melduję, że akcja zakończona powodzeniem.
Over!

niedziela, 15 stycznia 2012

Mój Troy i jego pożyczone klejnoty

Pędzę z szybkim postem lakierowym, bo na coś ambitniejszego nie mogę sobie teraz pozwolić. Poznajcie Troya:

Witam, jestem Troy. Położyła mnie na Jewel of the Orient (Sensique).
Bo sam nie mam klejnotów.

Troy jest brokatowym lakierem nawierzchniowym i należy do kolekcji Essence Nail Art Twins. Jego partnerką jest róziowa Gabriella, której nie kupiłam i nie zamierzam. Zrobiłam mały risercz i wyszło na to, że Troy i Gabriella to słodka para z High School Musical. Cóż, teraz mogę mówić, że jestem fanką Troya. Tak, fejspalm. Ale z jakimi ładnymi paznokciami! (Poza tym to wszystko przez Katalinę! Znowu!).

Seksi!

Spróbowałam go jakiś czas temu i oszalałam. Drobinki są przepiękne, jaskrawe - fioletowe, niebieskie, srebrne. Lakier dosłownie skrzy się w słońcu i sztucznym świetle, a moje paznokcie wyglądają jak kolorowy pompon. Z początku planowałam wyszydzić prawdziwego Troya za to, że nazwali jego imieniem taki oczobijący (chciałabym użyć innego słowa, ale skoro już jestem taka grzeczniutka...) brokat, ale potem zobaczyłam Gabriellę i zrozumiałam, że nie trafił najgorzej.

Na zdjęciach mam trzy warstwy na niebiesko-fioletowym Jewel of the Orient z duochromowej limitki Sensique (pożyczony od stri). Pamiętajcie o tym! Troy sam w sobie ma przezroczystą bazę, więc dużo zależy od tego, na czym spocznie.

Błyszczę się pod lampą.

W cieniu też jestem interesujący.

Podoba się? To pędem do Natury czy innego przybytku rozpusty, bo chodzą słuchy, że ta para jest na dywaniku i niedługo wyleci z kolekcji.

Aby należycie zwieńczyć swoją pieśń pochwalną, przygotowałam niespodziankę. Potraktowałam naszego lalusia szronionym matem z Catrice. Lubię to!

Po lewej - cień. Po prawej - słońce.
Frosting Top Coat jest tylko na trzech palcach.
Na pewno nie zgadniecie na których. Muahaha!

Aha, proszę mi nie jęczeć, że zmywanie jest dodupne, bo wcale nie jest, jeśli się ma kawałek folii aluminiowej.

Dobra, napisałam, co chciałam , a raczej - ile mogłam. Zostawiam Was ze swoimi szponami (nie bójcie się, już dawno ścięłam), a sama idę popatrzeć na listę z szajsem, który muszę zrobić do końca tygodnia. Nie po drodze mi z tym wszystkim, bo jeszcze chwila i znów zamienię się słomianą Słomkę. Fuck!

Wszystkie lakiery, których użyłam.
Bros before hoes!


Jest mi niezmiernie miło. Pomimo iż nie grzeszę częstotliwością dodawania nowych wpisów, jesteście ze mną. I ciągle Was przybywa. Dziękuję za wizyty i każdy komentarz!

PS Mam jeszcze makijaż do tych pazurów. Z niedociągnięciami, but still. Chcecie?

środa, 5 października 2011

W poszukiwaniu azylu

Na dobry początek wyłuskałam z kosmetyczki lakier Sensique (wyprodukowany przez Fabrykę Kosmetyków Hean). Edycja limitowana Oriental Dream od razu wpadła mi w oko. Do numerku 259, czyli Moss Temple, śliniłam się jak Małysz do bułki z bananem. Popatrzmy, co nam z tego wyszło.

Sensique Oriental Dream 259 Moss Temple
Od lewej: w cieniu, w słońcu

Lubię tego dwukolorowego jegomościa. Ma brązową bazę i ciemnozielony shimmer. Rzeczywiście kojarzy się z lasem i mchem. Szczególnie czaruje w promieniach słońca. Jeśli patrzę wprost na swoją dłoń, przy brzegach jest ciemniejszy - brązowy właśnie - przez co wyszczupla pazury. Na zdjęciach dwie warstwy (wystarczą do pełnego krycia) na jednej z odżywek Sensique. Moss Temple może trochę smużyć.

Sensique Oriental Dream 259 Moss Temple
Pędzelek dosyć wąski, ale lakier ma odpowiednią gęstość, więc dobrze się nim maluje - moje skórki jako tako ocalały atak rozedrganej łapy.
Jeśli chodzi o trwałość, mam go już trzeci dzień i tylko troszkę wytarły mi się końcówki (ale uwaga: odżywka na pewno przedłuża trwałość lakieru). Niewdzięczne babska! Jutro zmyję lakier, ale nie z powodu rażących ubytków. Po prostu taki mam kaprys. Inne pięknisie czekają w kolejce.

Na koniec pierwszego wpisu mały bonus - mam nadzieję, że ktoś jeszcze się na niego załapie oprócz autorki. Po jednym dniu wlepiania gał w błyszczący mech, postanowiłam zaszaleć (łałałiła!) i zmatowiłam gwiazdę lakierem nawierzchniowym z Essence. Efekt widać poniżej.

Sensique Oriental Dream 259 Moss Temple
+
Essence Matt Top Coat
(mały paznokieć miał niedawno wypadek :P)
I jak? Moim zdaniem jeszcze lepiej! Przyznam się szczerze, że już dawno nie miałam takiej frajdy ze zmatowionych paznokci.

Wygląda na to, że blogowy debiut mam zaliczony. Już myślę nad ciągiem dalszym... Wszystkie zbłąkane duszyczki (na pewno jest Was całe mnóstwo) zapraszam do komentowania, subskrypcji i kolejnych odwiedzin.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...