Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maskary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maskary. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Czym to było zrobione (1)

Hue, hue, ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta tamten wpis.
Wiem, można odnieść wrażenie, że Słomiszcze ma słabą pamięć, ale zapewniam Was, że tak nie jest. 

Hmmm, o czym to ja miałam...?

Aha, no właśnie. Przyszedł czas, żeby pokazać, czym to było zrobione.

To.

Tak z przekory zacznę od końca, czyli od rzęs. Tusz, którego użyłam w tym makijażu, to... Amazing Length'n Build Mascara (Gosh). Popatrzcie sobie na opakowanie, a ja się zastanowię, co właściwie powinnam napisać.

Gosh Amazing Lenght'n Build Mascara

Dobra, może najpierw wspomnę, jak to z nami było. Nie kupiłam go, oj nie. Już dawno nie kupowałam żadnej maskary. One jakoś tak... same do mnie przychodzą? Tę dostałam, gdy w moim mieście otwierali nowego Rossmanna. Zrobiłam wystarczająco cenne zakupy, żeby załapać się na tusz za około 20 złotych. Kilka monet mniej i byłyby gumowe rękawice, mój must have nawiasem mówiąc.

Czarny jest.
  
Tusz ma 10 ml, jest czarny i zdatny do użytku przez 6 miesięcy od otwarcia. Zapakowano go w folię, więc teoretycznie (paranoia mode: on) nikt go przede mną nie rozkręcał. Napoczęłam go 27 kwietnia i używałam do większości makijaży. Zaskoczył mnie przy pierwszym użyciu, bo okazał się odpowiednio gęsty. A co było potem?

Potem dużo tuszu zgromadziło się przy nakrętce.
Jakieś zebranie było czy jak?

Bez komentarza :|

Nie! To otworek jest niezabezpieczony, w związku z czym szczoteczka po wyjęciu często wygląda tak:

Coś tu sterczy.

A kiedy się spieszę, to zawsze mam za daleko do chusteczki albo wacika, więc wybieram prostsze rozwiązanie: smar, smar o tubkę.

Całe szczęście do usunięcia narośli wystarczy płyn micelarny.

Na błysk.

Szczoteczkę też przy okazji wypucowałam. Taka zwykła z niej szczecinka, jak widać.

Syzyfowe prace...

Do rzeczy. Czy tusz działa? Ano działa. Gdy się nim pomaziam, moje rzęsiwie zaczyna istnieć.
Czy zachwyca? Bez przesady.

Efekty.

Duży plus za brak osypywania. Okej, czasem jakieś dwa okruszki odpadną po siódmej godzinie, ale to dwa okruszki, a nie deszcz węglowy. Poza tym faktycznie wydłuża.

Z bliska

Minus za to, że podczas nakładania trochę się grudkuje. Raczej nie ryzykuję dodawania kolejnej warstwy, bo przeraża mnie wizja wyczesywania tych śmieci. One potem spadają na policzek, ja je rozmazuje brzegiem dłoni... brrrr.

Chyba nietrudno zgadnąć...

Podsumowując, odczuwam zadowolenie, bo wydłuża, a ja tego właśnie poszukuję w tuszach, ale te mini grudki bywają irytujące. Raczej do niego nie wrócę. To znaczy jeśli znów do mnie przyjdzie (dostanę za zakupy na przykład), wyrzucać nie będę.

Te rzęsy wyglądają na jakieś tępe...

Miałyście kiedyś do czynienia z tuszami tej firmy?
A może polecacie jakieś inne skarby (oprócz bajecznego linera i holo lakieru)?

środa, 12 października 2011

Pięknie dziękuję

Przyjemności zazwyczaj zostawiam sobie na koniec. Chociaż wczoraj już po południu cieszyłam się z pękatej przesyłki, która dotarła do mnie z Anglii, dopiero bardzo późnym wieczorem rozerwałam kopertę, żeby zajrzeć do środka. I co? Ano powiem krótko: na bogato! Dlatego przed pokazaniem zdjęcia, chcę podziękować. Kinguś, nawet nie wiesz, ile radości mi sprawiłaś! Już nie mogę się doczekać chwili, gdy zacznę testować te cudne drobiazgi. Przylatuj szybko, żebym mogła Cię wyściskać. :)

Dobrze, to może teraz krótka prezentacja dla zainteresowanych. Kinga zapowiadała tylko trzy produkty, ale - jak zwykle zresztą - dodała kilka niespodziewanych gratisów. Popatrzmy tylko:

wymianka z simply_a_woman

  1. Zaczynamy od ciekawostki, czyli od preparatu do demakijażu w pisaku (Simple). No proszę, ja, dziewczynka o małym rozumku, nawet nie wiedziałam, że takie ustrojstwa istnieją. Ze wstępnych oględzin wynika, że jest to produkt, który ma mi pomóc w korygowaniu koślawego makijażu. Mogę zapomnieć o babraniu się z wacikami i patyczkami. Teraz szybko i precyzyjnie wyeliminuję upierdliwego bohomaza. Magiczna różdżka? Zobaczymy. Na razie jestem zaintrygowana.

  2. Pod dwójką przycupnęły dwie miniaturowe buteleczki (100 ml) - szampon i odżywka (TRESemmé) mające dodawać objętości moim cienkim oklapioszkom. Nigdy nie słyszałam o tej amerykańskiej firmie, ale wyczytałam przed chwilą, że specjalizuje się w produkcji kosmetyków do włosów. Poza tym wygląda na to, że TRESemmé uchodzi/chce uchodzić za markę przeznaczoną dla profesjonalistów, ale jednocześnie dostępną dla wszystkich. Co w związku z tym? Nic szczególnego, chciałam tylko napomknąć, skoro już trochę poszperałam. Jeszcze zanim zaczęłam szperać, wsadziłam nos w obydwie buteleczki i muszę powiedzieć, że zapach jest specyficzny. Nie wiem, czy "profesjonalny", ale na pewno mocno kojarzy mi się ze Stanami. Chętnie pozaciągam się dalej.

  3. Pod trójeczką cztery produkty Rimmela. Nowe cienie Union Jack z serii Glam'Eyes HD (ja mam nr 008 True Union Jack), pogrubiająca maskara Extra WOW Lash (003 Extreme Black), czerwony lakier Lasting Finish (030 Double Decker Red - ta nazwa mnie po prostu rozwaliła, pasuje jak ulał) i pomadka Lasting Finish (170 Alarm). Kinga pisała już o nowej kolekcji u siebie na blogu. Moje pierwsze wrażenia? Na początku się dziwiłam, ale teraz już rozumiem, dlaczego dziewczyny narzekały, że manewrowanie pędzelkiem przy aplikacji cieni może być uciążliwe - paletka jest po prostu znacznie mniejsza niż wydaje się na zdjęciach (około 5,5 x 5,5 cm)! Jeśli zaś chodzi o lakier, cieszę się, że go dostałam, bo - tak jak pisałam wcześniej - mam mało czerwieni, a ta jest super klasyczna, bardzo soczysta. Ponadto pasuje do pomadki, którą nawiasem mówiąc, macałam ostatnio w Rossmannie. Nie zdecydowałam się na zakup, bo nie noszę mocnych kolorów na ustach, ale może w końcu zaszaleję... O tuszu na razie nic nie powiem, będzie czekał na swoją kolej.

  4. Nawilżający balsam do ust Cocoa Butter Formula (Palmer's). Ma zapobiegać pierzchnięciu ust lub je leczyć, jeśli już popękały od zimna i wiatru. Hmm... jesień przyszła na dobre, zatem skosztuję już wkrótce.

  5. Dwie maseczki (Montagne Jeunesse). Skąd Kinga wiedziała, że chciałam niedawno kupić te maseczki na paatalu, ale ostatecznie zrezygnowałam, bo do koszyka wpadło zdecydowanie za dużo produktów? Nie wiem, ale jestem pełna podziwu i wdzięczności. Jeśli zawartość będzie równie fajna jak opakowania, to jesteśmy w domu.

  6. Kinga wie, że jestem łakomczuszkiem, dlatego spakowała dla mnie słodkości, czyli bardzo ważny kosmetyk dodający objętości. To chyba oczywiste, że pójdą w cycki.
Uff, to już wszystko, straszna ze mnie gaduła. Prawda, że dużo tego? Jeszcze raz dziękuję pomysłodawczyni :*

Słomka

PS Mam nadzieję, że moja skromna paczuszka nie sprawi Ci zawodu...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...