Doprawdy nie wiem. Wszystko jest takie pozacierane. Mam wrażenie, że tego miesiąca nie było, ale kiedy patrzę w lustro, to widzę, że jednak było go aż za dużo. A niby najkrótszy w roku.
![]() |
| Podsumowując. |
Jest marzec i nadal mam dużo pracy. Nie zdążyłam w lutym. Głównie dlatego, że za bardzo się staram, za bardzo przejmuję. Potrafię dojść przyczyny swojego zachowania, ale nie potrafię go zmienić. Może dlatego, że to jest mój rdzeń, to po prostu jestem ja. Wiecznie skupiająca się na Braku, a nie Obecności. Słomka pełną gębą.
Ad rem.
Drobiazgi
To dzięki nim jeszcze trwam. Pierdoły, które uśmiechają mi twarz w chwilach głuchej samotności. Tym razem melisa i gruszki. Melisę wyciągnęłam przypadkiem, chyba chciałam wtedy wypić miętę, ale nie trafiłam w kartonik (lol, tak naprawdę nie chciało mi się wspinać po szafkach). Na wiki czytamy, że ma działanie uspokajające; stosowana też w bezsenności, depresji oraz nerwicy. To pierwsze mi nie grozi, w jednym z poprzednich wcieleń musiałam być susłem, ale dwie pozostałe "przypadłości"... cóż, pijmy! A teraz już zupełnie serio: wszystko mi jedno, na co działa i czy działa, pokochałam ją za smak. Jeśli miałaby wywołać jakiekolwiek przyjemne skutki uboczne, to nie będę protestować.
Melisa ze zdjęcia jest zupełnie przypadkowa, kupiona w lidlu, gdy robiłam ekspresowe zakupy (za osiem i pół minuty autobus). Wcześniej miałam jakąś inną, chyba herbapolu. Trochę zleżała była, ale nadal bardzo smaczna, w końcu to przez nią dałam się wciągnąć. Co ciekawe, ta z lidla smakuje inaczej. Nie wiem, czy jest gorsza. Jest inna. Musiałam się do niej przyzwyczaić.
I jeszcze te gruszki. Nie jestem wielką fanką owoców, niestety. Z naszymi jabułkami to w ogóle mi nie po drodze. Ale w minionym miesiącu zakochałam się w gruszkach z biedzi. Najbardziej lubię, gdy są twarde. Dlatego szybko je wtrzącham, bo jak trochę poleżą, to miękną.
Melisa ze zdjęcia jest zupełnie przypadkowa, kupiona w lidlu, gdy robiłam ekspresowe zakupy (za osiem i pół minuty autobus). Wcześniej miałam jakąś inną, chyba herbapolu. Trochę zleżała była, ale nadal bardzo smaczna, w końcu to przez nią dałam się wciągnąć. Co ciekawe, ta z lidla smakuje inaczej. Nie wiem, czy jest gorsza. Jest inna. Musiałam się do niej przyzwyczaić.
![]() |
| Pozdrowienia dla Jeża ;* |
I jeszcze te gruszki. Nie jestem wielką fanką owoców, niestety. Z naszymi jabułkami to w ogóle mi nie po drodze. Ale w minionym miesiącu zakochałam się w gruszkach z biedzi. Najbardziej lubię, gdy są twarde. Dlatego szybko je wtrzącham, bo jak trochę poleżą, to miękną.
Romans trwa po dziś dzień. Innych słodyczy nie tykam.
Okej, czasem zjem miód na bułce do tej melisy. Rzepakowy, am.
Hm, jedzeniowo wyszło. Nie przerywajmy zatem.
Okej, czasem zjem miód na bułce do tej melisy. Rzepakowy, am.
![]() |
| Martwa natura. Bardzo smaczna. |
Hm, jedzeniowo wyszło. Nie przerywajmy zatem.
Food for thought
Rany, ale tu będzie ubogo. To również wina obowiązków. Nie obawiajcie się jednak, moja praca jest czysto umysłowa, mózg nie narzeka na brak wysiłku. W ostatnim podsumowaniu żartowałam sobie, że w styczniu wyrobiłam czterysta procent normy i w związku z tym do maja nic nie obejrzę. Było nie żartować...
Moje Panie, w lutym nie widziałam żadnego filmu.
Na szczęście udało mi się przeczytać jedną książkę! (Słyszałyście, jak coś chlasnęło? Tak, to był fejspalm...). Nic to. Grunt, że książka targnęła mną do głębi. Teraz coś Wam zdradzę. Kiedy czytam, bardzo często mam pod ręką swój kajecik na notatki, a w kajeciku małe karteczki samoprzylepne do zaznaczania cytatów. Wiadomo, dużo zależy od książki. Niektóre nie potrzebują obecności mojego kajecika, nie potrzebują karteczek. Ale zobaczcie, co się działo, kiedy czytałam tę książkę.
Innymi słowy, warto było. Dla mnie to była przede wszystkim książka spostrzegająca, to znaczy pełna spostrzeżeń, do tego trafnych. Fascynująca, choć bolesna. Zachwyciła mnie syntetyzującym spojrzeniem na rzeczywistość, społeczeństwo i chyba przede wszystkim życie. Przygnębiła zaś dokładnie tym samym. Nie zalecam, jeżeli tkwicie gdzieś na skraju depresji. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie czytać jej w sielankowym nastroju. Nie przejdzie. Także tego... najlepiej jeśli macie masochistyczne zapędy.
![]() |
| Do tego zdjęcia to się nie przyznaję :P |
Innymi słowy, warto było. Dla mnie to była przede wszystkim książka spostrzegająca, to znaczy pełna spostrzeżeń, do tego trafnych. Fascynująca, choć bolesna. Zachwyciła mnie syntetyzującym spojrzeniem na rzeczywistość, społeczeństwo i chyba przede wszystkim życie. Przygnębiła zaś dokładnie tym samym. Nie zalecam, jeżeli tkwicie gdzieś na skraju depresji. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie czytać jej w sielankowym nastroju. Nie przejdzie. Także tego... najlepiej jeśli macie masochistyczne zapędy.
Aha, przecież nadal nie wiecie jeszcze, o chodzi.
![]() |
| Źródło: merlin. Swój egzemplarz już oddałam do biblio. |
Do Houellebecqa docierałam długo, aż w końcu trafiłam na Mapę. Dzięki niej, że tak powiem, na pewno do niego wrócę. ;)
Bardzo nurtuje mnie jeszcze kwestia opisu na okładce, który moim zdaniem zdradza zbyt wiele. Nie, zaraz, nawet nie chodzi o to, że zbyt wiele, ale zdradza źle. Ma przyciągnąć czytelnika, ale obawiam się, że może przyciągnąć nieodpowiedniego.
Na koniec musi być cytat - tyle ich przecież pozaznaczałam.
Jakoś mi się skojarzył kosmetycznie.
To okrutne, naprawdę okrutne. Najdrobniejsze gatunki zwierząt znikają dopiero po upływie tysięcy, czasem milionów lat, natomiast wyroby ludzkie są usuwane z powierzchni ziemi po kilku dniach, nigdy nie otrzymując drugiej szansy, mogą tylko bezsilnie znosić nieodpowiedzialny, faszystowski dyktat szefów linii produktowych, którzy oczywiście wiedzą lepiej niż ktokolwiek inny, czego chce konsument, którzy u konsumenta wyczuwają p r a g n i e n i e n o w o ś c i, którzy zmieniają jego życie w wyczerpujące, rozpaczliwe poszukiwanie, nieustanne błąkanie się wśród wciąż zmienianych regałów sklepowych.
Michel Houellebecq, Mapa i terytorium
(WAB, 2011, tłum. Beata Geppert, s. 151-152)
Inne zmysły
Muzycznie najbardziej uderzyła mnie Spanish Sahara. Natomiast dzisiaj zaserwuję Wam kawałek wyłowiony z reklamy perfum Jimmy Choo Flash z Natashą Poly.
![]() |
| Źródło: http://www.fragrantica.com |
Kurde, taka ładna kobita, ale nieeee, musieli ją jeszcze przewałkować fotoszopem.
No nic, macie piosenkę.
Nie wiem, jak toto pachnie, ale piosenka sprawia, że pewnie mi się spodoba, nawet jak będzie trącał kanałem (huehue, widzicie ten słowny zbieg okoliczności... guess what, to nie był zbieg).
Skoro już o zapachach mowa, dodam jeszcze, że w lutym dużo paliłam. I ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu oszalałam na punkcie czarnego kokosa.
Po podgrzaniu przypomina mi Choccomanię z The Body Shopu. A jeśli jeszcze nie wiecie - jestem skrytożercą scrubu z tej serii. Marzy mi się masło do ciała... Wosk daje intensywny zapach, którym się po prostu zaciągam. Dobrze słyszycie, zaciągam się aromatyzowanym powietrzem, wciągam je jak najlepsze proszki. Nie muszę palić długo, bo długo się unosi. Łał! Objawienie. Uczta. Spazm. Oszczędzam, bo nie wiem, kiedy będę mogła dokupić.
To chyba wszystko.
I tak dużo wyszło.
Buziaki,
Słom
PS Dzollsi kazała napisać, że jej sprawiłam ogromną frajdę.
Sobą.
Skoro już o zapachach mowa, dodam jeszcze, że w lutym dużo paliłam. I ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu oszalałam na punkcie czarnego kokosa.
![]() |
| Ale bym tam wlazła pod tę palmę. |
Po podgrzaniu przypomina mi Choccomanię z The Body Shopu. A jeśli jeszcze nie wiecie - jestem skrytożercą scrubu z tej serii. Marzy mi się masło do ciała... Wosk daje intensywny zapach, którym się po prostu zaciągam. Dobrze słyszycie, zaciągam się aromatyzowanym powietrzem, wciągam je jak najlepsze proszki. Nie muszę palić długo, bo długo się unosi. Łał! Objawienie. Uczta. Spazm. Oszczędzam, bo nie wiem, kiedy będę mogła dokupić.
To chyba wszystko.
I tak dużo wyszło.
Buziaki,
Słom
PS Dzollsi kazała napisać, że jej sprawiłam ogromną frajdę.
Sobą.
.jpg)


























