poniedziałek, 6 lutego 2012

Byś się wstydziła!

A miałyście nie przychodzić...
W porządku, zostańcie.
Tylko się nie przestraszcie.

Simply, moja kochana Simply, tak bardzo się o mnie troszczy, że... wygoniła mnie pod ścianę. Pod ścianą jakoś tak pusto i nieswojo, więc odpowiadam na taga szybciej niż mam w zwyczaju.
(Tak naprawdę nie chcę blokować kolejki, sasasa).


Zasady wyzwania "ściana wstydu z dzolls"
  • Wstaw obrazek.
  • Napisz, kto Cię wyzwał.
  • Przedstaw zdjęcie dowodowe Twojej ściany wstydu :)
  • Wyzwij kogoś na ujawnienie swojej ściany wstydu :)

Doczytałam u pomysłodawczyni, że powinnam w nagrodę pokazać kompromitujący fakt kosmetyczny. O...kej.

Dumam. Dumam. Dumam.
Proszę o wyrozumiałość, to wcale nie tak łatwo nagle zmusić się do wstydu.

Dobra, może to:

Mamusia bardzo Was kocha!

Nie no, dajcie pokój - przecież niektóre z Was mają jeszcze większe zbiory... Ja się swojego wcale nie wstydzę. Ani trochę! Każdy kolor jest moim jedynym, ukochanym i nawet jeśli ktokolwiek stwierdzi, że mam na paznokciach gołębią kupę, to ja tę kupę kocham! Bo wszystkie moje lakiery są dla mnie niczym proustowskie magdalenki. Gdybym była stonogą... nie, dobra, może nie idźmy tą drogą, taki film już był, uznajmy, że doskonale wiecie, co chciałam powiedzieć. Ktoś mógłby mi jeszcze zarzucić, że wstyd gdzieś tam jest, skoro ostatnio zaciskam lakierowego pasa. Prawda, że zaciskam, ale robię to tylko dlatego, że a) oszczędzam, b) wzięło mnie na eksperymenty. (Nic dziwnego, że kasy brakuje skoro nie mam za grosz wstydu).
Właśnie, przy okazji chciałam się pochwalić, że wczoraj minął miesiąc od dnia, w którym ostatnio kupiłam lakier. Trzeba być twardym, a nie miętkim, dziewczęta!

Czyli lakiery nie. Co dalej?

Kreda dzieli się na wczesną kredę i późną kredę.

Nie, nie, nie! To już naprawdę głupi pomysł. Każda kredka jest inna i dostarcza mi innej radości, kropka. I na pewno macie więcej, przyznajcie się!

To może coś z innej beczki. Czy raczej z innego kubeczka:

Gdy robi się gorąco, ściągam majtki.

Ups, wydało się. Już wiecie, czemu lubię się malować. Ale tu nie ma się co wstydzić, tu się trzeba cieszyć! Przecież dzięki mnie ten "facet" jest wyposażony w kilka(naście) nadprogramowych pędzli.

Skoro - jak na razie - podaję same powody do dumy, może muszę zajrzeć w inne miejsce, mniej kolorówkowe, bardziej pielęgnacyjne? Rozglądam się, rozglądam...

Bingo!

Ciepło, cieplej, gorąco... Przyjrzyjcie się dokładnie, a same zobaczycie. Widzicie? Nie, nie bajzel, chociaż bazjel też, tak macie rację, ale obiecuję, że zaraz posprzątam (skąd się kuźwa tyle badziewia tam wzięło?), tylko się przyjrzyjcie. Zbliżenie raz!

Coś ty taki niewyraźny?

Pali żywym ogniem! Ze wstydu pali. Tak, wiem, makabra jakaś, zabiłam kaktusa! I to nie pierwszego. Wyobrażacie to sobie? Kremy wcieram, peelingi uskuteczniam, maseczki paćkam po facjacie, a po kryjomu morduję rośliny doniczkowe. Horror jakiś be klasy! Jak można się tyle pielęgnować i jednocześnie nie umieć zadbać o bezbronnego roślina (taki bezbronny to on nie jest, przecież ma te fajfusy ostre, co nie?), no jak? Jestem straszna. Kwiaty, kiedy się dowiadują, że mają ze mną zamieszkać, dostają nóg i spierdzielają na zewnątrz, żeby zakopać się w ogródku. Słomkini, postrach doniczkowców. Macie, czego chciałyście. Jest mi głupio, wstyd i chyba nie zasnę.
Ktoś mnie jeszcze lubi?
Kwiatów nie pytam.

;(((
;((
:(
:|
:]
:>

Kat, a może zechcesz poprawić mi humor? Pokazuj ścianę wstydu!

37 komentarzy:

  1. padłam :D

    na pocieszenie przyznam, że ja również morduję rośliny doniczkowe, nie mam do nich ręki... ile mi fiołków zwiędło/zgniło nie zliczę

    PS. ja mam mniej kredek :P chyba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minuta ciszy za każdego kwiatka, którego zamordowałyśmy.
      A kaktusy też ubijasz?

      (Widziałaś? Pan Bezmajtek daje radę!)

      Usuń
    2. kaktusa żadnego nie ubiłam (pewnie dlatego, że nigdy żadnego nie miałam), ale kilka fiołków i frezji tak...

      (widziałam :P)

      Usuń
  2. uff! więc nie tylko ja zabijam kaktusy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mordowanie kaktusów, skąd ja to znam? Najlepsze jest to, że jak tylko je komuś oddaje to magicznie ożywiają :D Pocieszam się jednak królikiem, który nadal dzielnie mi towarzyszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lady, powiało grozą. Zwłaszcza w stronę królika ;>

      Usuń
  4. ja miałam kaktusy w dzieciństwie i żyły sobie szczęśliwie... Morderca! Ale nie przejmuj się, możesz hodować kosmetyki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stri, tja, mogę, tylko jeszcze muszę zapanować nad problemem rozmnażania :)

      Usuń
  5. O losie :D Czytam, czytam i japa szczerzy mi się coraz bardziej! Tak się zastanawiam czy mam się czego wstydzić... Hmmm czy trzy skrzynki biżuterii się liczą? o.O... Dzięki, Słomkini - kaktusów morderczyni :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! A tak btw, dzisiaj zabiłam jednego z moich kaktusów... >__< zgnił mi skubany

      Usuń
  6. Z takiego faceta to ja też chciałabym wyciągać pędzle :). Imponująca kolekcja kredkowo-lakierowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zoila, a nie widziałaś jeszcze, jak sprawnie ściąga majty :>

      Usuń
  7. Niee no, kochana - trzymasz w pokoju praktycznie nagiego faceta? Faceta jak faceta, ale faceta z pędzlami?
    Słuchaj, facet z pędzlami nie ma to tamto, panie dziejku.

    Jak można zamordować kaktusa! Co jak co, ale zamordować kaktusa nie każdy potrafi. Morderczyni. Nie bawię się z Tobą.

    No dobra, nie bawię się, ale tylko emm... y... no tylko tak na półtorej godziny, oj no bo tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajęczaku, prawie jak malarz :D

      Wróć do mnie, godzina już minęła, możemy znowu się bawić.

      Ja naprawdę nie chciałam ;(((((

      Usuń
    2. No dooooobra, wracam ;D
      [już wcześniej tu krążyłam, ale nie mogę Ci tego powiedzieć, bo stracisz wiarę w moją stanowczość i asertywność]

      Usuń
    3. Zajęczaku, nic nie słyszałam, nic nie widziałam.
      :D

      Usuń
  8. Haha no pięknie :D:D:D nie mogę, ale się uśmiałam z rana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosodrzewino, mam nadzieję, że nastrój utrzymał się przez cały dzień. :D

      Usuń
  9. hahaha, wyzwanie uważam za wykonane, tego się nie spodziewałam, każda kolejna ściana wstydu rozbawia mnie coraz bardziej, pokazałaś wszystko, czego można się wstydzić :P gratuluję odwagi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzolls, szkoda tylko, że kaktus dalej padnięty :/

      Usuń
  10. nie jesteś sama z kwiatami, kaktusami, też nie mam do tego ręki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tishak, czyli jednak jest nas więcej. Kwiaty, strzeżcie się!

      Usuń
  11. Padłam, radośnie chichocząc ;).
    Gratuluję odwagi i samodyscypliny, nie każdy by się przyznał do.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Annatheo, tu się nie ma co śmiać, to jest poważna sprawa, kaktus umarł!
      :P

      Usuń
  12. Nie ty pierwsza i nie ty ostatnia zamordowałaś kaktusa... W moim pokoju wytrzymują tylko plastikowe kwiatki ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Olgito, już chciałam napisać "całe szczęście", ale potem pomyślałam, że kaktusy już tak bardzo z tego powodu nie są zadowolone.

    OdpowiedzUsuń
  14. Hahaha!! To pierwszy post który tutaj przeczytałam i pewnie nie ostatni :D
    Nierający kaktus ubawił mnie tym bardziej, że ostatnio uśmierciłam bambusa.. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1kamilla1, zapraszam częściej!
      Uśmiercanie bambusa brzmi jeszcze dramatyczniej niż kaktusa :P

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Magdawe, bardzo mi miło i dziękuję za subskrypcję :)

      Usuń
  16. oooooo ile kredek! pomieszkalbym z nimi:) Czuje sie rozgrzeszona, lalalal:DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozgrzeszona powiadasz. Jeszcze zobaczymy. Ściana wstydu czeka :D

      Usuń
  17. Oj Słomko bo kaktus to zły kwiat jest! Jeść nie woła to można o nim zapomnieć. Taki na przykład Skrzydłokwiat (http://www.e-ogrody.pl/Ogrody/51,113408,4821886.html?i=5) to jest bardzo dobra roślinka. Ładnie wygląda, kwitnie i przede wszystkim jeść woła. Zapytasz pewnie jak woła skoro nie mówi. Ano widzisz droga Słomko wyobraź sobie, że wracasz do domu z pracy/szkoły i widzisz, że kwiatek zrobił zwis, czyli wszystkie albo większość liści zwisają sobie smętnie, a Tobie się zapala lampeczka w mózgu: trzeba nakarmić kwiatek! Podlewasz go obficie (przydaje tu się spory spodek) i po ok godzinie kwiatek wygląda jak nowy, a Ty masz spokój na jakiś czas. Czy nie genialny w swojej prostocie sposób komunikowania się z żywicielem? Ja zdążyłam w swoim życiu zabić ze 3 paprocie, kaktusa, innego kaktusowatego, którego trzeba podlewać ze 2 razy w miesiącu. Nad dogorywającym beniaminem zlitował się tata i mi go zabrał, a skrzydłokwiat twardziej przeżył wszystkie inne kwiatki. Żyje, rośnie i nawet kwitnie. Wprawdzie nie tak obficie jak ten na zdjęciu, ale z reguły ma przynajmniej 1-2 kwiatki przez większą część roku. Nie lubi tylko bezpośredniego słońca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Veno, brzmi jak kwiat z przejrzystą instrukcją obsługi :) Czyli coś w sam raz dla mordercy doniczkowców (to nie było z premedytacją, przysięgam!). Poza tym wygląd też ma... ekhem... taki... dla Słomki :>

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...