poniedziałek, 9 lipca 2012

Bawię się

A tak sobie siedzę, gmeram we fotach.
Udaję, że mogę być ładniejsza.


Wkrótce Słomka w kolorze!!!

Party party

Nie było mnie tu, bo byłam gdzie indziej.
Robi to sens, czyż nie?

Ale to nie była Nowa Zelandia. Nowa Zelandia się spóźni. Oto dlaczego:

Czwartek.
Takie oficjalne trójmiejskie spotkanie. Z domieszką (pozdrowienia dla Malowanej Lali). Zdjęcia tu, tu i tutaj też. Na pewno już widziałyście.

Piątek.
Szybkie randewu z Simply oraz Olgitą. Do Olgity odmaszerować. Tam jest dobre pisanie.
Zdjęcia TBA u Mojej Kochanej Simply.

Sobota.
Party u Jamapi. Tym razem zaszalałam (łałałiła) i wzięłam maj preszys aparat. Podziwiajcie, pliz, nie miejcie jeszcze dosyć.


Gospodyni.


Gościówy: Stri, Katalina i trochę słomy w tle. Plus dwie nieblogowe Miłe Panie, których prywatność pragnę szanować.


Skromny poczęstunek jak dla pułku wojska. Ha! Wiedziała, że przyjdę!


Ty wyskakuj z pazurów...


... a Ty pokazuj oczy.


Przerwa na szamę.


Do roboty!


"Takie włosy bym chciała!"



No to sorry, ale musisz najpierw oddać oczy.

Stri pochłania gazetę. Przez osmozę.

A na koniec... deser!

Coś mi się widzi, że gdybym była hajtnięta z Jamapi, byłoby mnie dwie...

Więcej zdjęć nie pamiętam, ale Dziewuszki dodały.

U Jamapi: http://wchwililuzu.blogspot.com/2012/07/domowka-z-uroda.html
U Kataliny: http://katalina-sugarspice.blogspot.com/2012/07/i-know-what-you-did-last-saturday.html
U Stri: http://prosteczynnosci.blogspot.com/2012/07/sobotnia-impreza-u-jamapi-zdjecia.html

Buziole!

PS Jeśliś z Trójmieścia, biegnij do Stri wpisać się na listę. Szukaj formularza w pasku bocznym!

środa, 4 lipca 2012

Gdy się nie ma, co się lubi...

Trudno. Tak bywa. Przeczekamy raz jeszcze.

Nie rób tego!

Bo patrzę!

Właściwie wszystko zaczęło się od cienia Kobo 205 Golden Rose. Dodałam mu trochę połysku kubikiem z The Body Shopu (02 Sea Shell). Dorzuciłam złota w kąciku, szarości w załamaniu, różu na dolnej powiece. Delikatna kreska cieniem. Nic skomplikowanego.

Zbliżenie.

Nie nadążam za myślami.

***

Kopiuję wiadomość od Simply: 

Blogerki z okolic Trójmiasta spotykają się w czwartek 5 lipca. Zbiórka o godzinie 16.30 pod pomnikiem koło KFC na dworcu w Gdańsku Głównym. Jeśli ktoś ma ochotę dołączyć do nas później, proszę o kontakt na adres simplyawoman86@gmail.com - służę numerem telefonu :)
 
Przybywajcie!

poniedziałek, 2 lipca 2012

Why is multi-tasking so hard for men?

"Guys always have sex on the brain, so we're already multi-tasking just getting through the day. We don't need any more things clouding our mind." Connor

Glamour, July 2012 (UK)


niedziela, 1 lipca 2012

Przyzwoite maskowanie

Właśnie wykańczam (sadystka!) jedną taką maseczkę i pomyślałam, że nie zaszkodzi wspomnieć.

Maseczka jest z Faberlica (kosmetyki katalogowe, dostępność słaba, ja akurat mam dilera pod ręką), używam jej od marca z różną regularnością. Bywało tak, że stosowałam ją 2 lub 3 razy w tygodniu - czyli zgodnie z zaleceniami - ale ostatnio przeplatałam z innym specyfikiem.

W kartoniku przyszła.

Podstawy 

Maska o potrójnym działaniu z kompleksem tlenowym Novaftem-O2, tymiankiem, siemieniem lnianym oraz wyciągiem z korzenia lukrecji wschodzi w skład linii Phyto Tlen, przeznaczonej do cery mieszanej. 50 mililitrów delikatnie zielonkawej pasty zamknięte w solidnym, plastikowym słoiczku (fajny jest,  zachowam na inne skarby), kosztowało mnie niecałe 20 złotych. Obecnie na stronie widzę jeszcze niższą cenę: 14,80 zł (nieustające katalogowe promocje...). Moim zdaniem bardzo korzystnie za taką wydajność. Ale na skład będziecie kręcić nosem: jest długi i z parabenami.
Maska ma świeży zapach. Nie działa mi na nerwy.

Podwójne zabezpiecznie.

Producent

Każe nanieść maskę na oczyszczoną skórę twarzy i szyi, pozostawić na 10-15 minut, resztki zmyć ciepłą wodą, przetrzeć twarz tonikiem i zaaplikować krem. Obiecuje gładką, matową i ujędrnioną skórę. Z wykrzyknikiem na końcu.

Używanie

Mój rytuał maskowania jest taki, że najpierw myję twarz, szorując peelingiem (akurat miałam peeling z tej samej linii), a potem maskuję. Pasta zastyga na twarzy, ale nie na taką skorupę, jak glinki. Czasami szczypie moją twarz. Nie jest to przyjemne uczucie, przeraziło mnie przy pierwszej aplikacji, myślałam, że maska mnie podrażni, ale nigdy nic takiego się nie stało. Poza tym mam masochistyczne zapędy - na początku boli, ale potem ból robi się fajny. Endorfiny, for sure.

Zdarzało mi się przedłużać jej bytność na licu: gdy zaczynała zastygać, spryskiwałam hydrolatem.

Słoiczek z grubymi ściankami. Pasta przed i po rozsmarowaniu. Czy kogoś takie zdjęcia interere?




Efekt

Bardzo mnie raduje. Pory zwężone, cera zmatowiona i wygładzona, a ja odświeżona. Wcieram kremik, kremik lepiej się wchłania, a ja mogę podbijać świat, no - wystawiać się na jego ciosy. Tak naprawdę od maseczek nie oczekuję większych cudów.


Czy kupię ponownie?

Na razie nie. Chcę próbować innych.

Jak się mają Wasze maseczki?


Kącik dla wtajemniczonych, czyli skład.

Aqua, Kaoline, Zinc Oxide, Butylene Glycol, Stearic Acid, Cetyl Alcohol, Hydrogenated Polydecene, Cetearyl Alcohol, Sorbitol, PEG-20 Stearate, Magnesium Aluminium Silicate, Panthenol, Sorbitan Isistearate, Linum Usitatatissimum (Linseed) Seed Extract, Epilobium Augustifolium Extract, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Allantoin, Xanthan Gum, Imidazolidinyl Urea, Dipotassium Glycyrrhizinate, Stearyl Glycyrrhetinate, Sodium Dextran Sulfate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Trietha- Nolamine, Perfluorodecalin, Poloxamer 188, Perfluoropolymethylispopropyl Ether, Thymus Vulgaris (Thyme) Flower/Leaf Extract, Limonene, Linalool, Fragrance, CI 19149, 42090, CI 42090


(Zaznaczyłam sobie te składniki, o których producent mówi w nazwie maski).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...