Tak coś mnie tknęło, żeby jednak zaczekać z tym wpisem do sobotniego wieczora. O katastrofach on będzie. No okej, o katastrofkach.
Także spać możecie spokojnie, bo z grubszymi sprawami jeszcze nie ma tragedii. Grawitacja nadal działa! Czuję to. Widzę za każdym razem, gdy spojrzę w dół - na swoją klatkę piersiową. Albo gdy mi coś pierdutnie o podłogę i rozpadnie się na dwie części.
| Składany H54. Macie taki? Bo ja już nie. |
Myłam go, postawiłam pionowo na pralce, a on, niewdzięcznik, w tył zwrot, piętro w dół i wylądował na twardym kafelku. Katafalku prawie że. Na szczęście poskładaliśmy go do kupy i nadal jest ze mną. Byłoby przykro, gdyby odszedł, bo potrafię nim ogarnąć całe to wesołe towarzystwo: podkład, puder, róż, rozświetlacz. Tylko pranie działa mi na nerwy. No i niesmak pozostał, bo czemu on tak łatwo na dwie części, skoro wcześniej trzonek kurczowo trzymał się skuwki? Poza tym po rozczłonkowaniu zobaczyłam, jak wygląda to klejenie. Chyba mogłoby być lepiej. Ale co ja tam wiem.
Było, minęło, już się pogodziłam. Są świeższe historie:
![]() |
| R.I.P. |
Puder prasowany Miss Sporty. So Clear się zwie, a raczej zwał, i miał nr 001 Transparent. Kupiłam go, bo potrzeba paliła. I tak jakoś został na dłużej. Niemalże roczek nam stuknął, chlip. Nie dawał u mnie siedmiogodzinnego matu, tak jak by tego chciał producent (cwaniak się zabezpieczył, bo czarno na białym stoi, że do 7 godzin). Mimo to byłam zadowolona. Ładnie wyrównywał granice kolorystyczne pomiędzy korektorem i podkładem. No i obyło się bez ciastek i marchewek, jeśli wiecie, co mam na myśli. Planowałam z nim wycieczkę do samego dna, niewiele nam brakowało, jednak on chciał zrobić to po swojemu. Postanowił sprawdzić, czy podłoga jest daleko. Była za daleko.
Co? Jak możecie... nie zrobiłam tego specjalnie! No co Wy?! Przecież kolorówka zawsze kończy się za szybko...
Dobra, bo nam kolejne zwłoki stygną.
![]() |
| To nie jest maseczka. |
Tuż przed Wielkanocą popełniłam pierwszy w życiu zakup z Yves Rocher. W nagrodę dostałam tę uroczą, materiałową torebunię zakupową. Ależ się zaprzyjaźniłyśmy! Zresztą to bajka stara jak domy towarowe: wspólny shopping umacnia damskie więzi. Oj tak, było pięknie. Do czasu aż ta sucz spróbowała obalić moje wino! To znaczy wino było dla pary młodej, a ona próbowała je zepsuć. Tym otworem:
![]() |
| Mały głód? |
Na szczęście w porę się zorientowałam i morze czerwone nie wystąpiło. Torba natychmiast poleciała do kosza. Nie wiem, może powinnam mniej dźwigać, chociaż naprawdę nie nosiłam w niej bardzo ciężkich rzeczy, butelka wina była chyba najcięższa. A może w tej torbie należało nosić tylko i wyłącznie kosmetyki ze sklepu Yves Rocher, bo ona innych nie uznaje?... Hmn.
Szukanie dziury w całym.
Idę spać.
Była jeszcze jedna katastrofa, lecz ja już mówię basta, smuteczków na dzisiaj dość. Kiedyś dokończymy. Jak wiele innych rzeczy.
Off top: Ktoś jutro wpada do Gdyni?



















