Nagle stała się jasność.
A to było tak: kilka dni temu w ramach zajęć prokrastynacyjnych zrobiłam przegląd inwentarza, zwłaszcza pustych opakowań. Skończyła mi się kulka z Nivei, a ponieważ ubzdurałam sobie, że napiszę, że wręcz muszę napisać te parę zdań na jej temat, postanowiłam odłożyć ją na bok, do stale pęczniejącego woreczka z denkami. Jakież było moje zdziwienie, gdy odnalazłam tam poprzednią zużytą kulkę - też z Nivei.
Musicie bowiem wiedzieć, że jak do Nivei przekonania nie mam i na próżno szukać u mnie kosmetyków tej marki, tak kulki ubóstwiam i grzecznie do nich wracam.
![]() |
| Po lewej świeżo zużyta kulka, po prawej - kulka starsza. |
Gdy tak leżały obok siebie, a ja gimnastykowałam się nad nimi z aparatem, nagle coś mnie tknęło.
Sprawdziłam.
Sprawdziłam.
I to wtedy stała się jasność.
Że też ja wcześniej na to nie wpadałam!
Może to wynika z faktu, że zawsze sprawdzam, zanim kupię. Tym razem po prostu tego nie zrobiłam i zaprawdę, zaprawdę nie wiem dlaczego.
Może się spieszyłam.
Może zaślepił mnie zapach jaśminu.
Może zaatakowała hostessa.
Może zaatakowała hostessa.
A może produkt z sąsiedniej półki.
Może miłość.
Deszcz.Ból.
Nie wiem.
Ale hej, każdemu zdarza się zapomnieć, przeoczyć, nie pomyśleć.
Przez ostatnie trzy miesiące zachodziłam w głowę, dlaczego ta kulka tym razem nie działa. Coś tu wyraźnie śmierdziało, w tym pacha. To znaczy bez przesady, nie było z tego jakiejś wielkiej gnojówki, ale odczuwałam wyraźny dyskomfort, jakąś lepkość, mokrość, drażniący odorek po zbliżeniu nosa. No co jest, kurde?!
Ano to, że zamiast antyperspirantu kupiłam dezodorant.
| Słomko, gdzie ty miałaś oczy? |
Jedno ma się tak do drugiego, jak nie przymierzając Karmi do piwa. Niby jest fajnie, ale czegoś brakuje. Na pewno doskonale o tym wiecie. Dezodoranty głównie maskują zapach potu, podczas gdy antyperspiranty mają ograniczać jego wydzielanie. To oczywiście kwestia tego, jakie mają bebechy. Najczęściej spotykanym składnikiem antyperspirantów jest osławiony (w niektórych kręgach) wodorotlenek glinu (Aluminium Chlorohydrate).
I rzeczywiście w Nivei Dry Comfort zaraz na drugim miejscu:
![]() |
| Jest! |
Tymczasem po odklejeniu nalepki na Pure & Natural Action możemy go szukać do upadłego:
![]() |
| Niet! |
Wszystko się zgadza, tylko konsumentka zaspała. A jak byk stało na okładce, że Pure & Natural Action "Pozwala skórze oddychać. Nie zawiera soli aluminium". Na Dry Comfort jest za to: "Zapobiega nadmiernemu poceniu". Możecie sobie zobaczyć trzy zdjęcia wyżej. Trudno. Świetnie. Jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że takie dezodoranciki to nie dla mnie i lepiej wytoczyć działo większego kalibru. Nie pocę się co prawda jakoś przesadnie lub chorobliwie, jednakże potrafi mi to doskwierać.
![]() |
| Argh! Na szczęście węgierski rozładowuje napięcie. |
Także właśnie. Dezodoranty Nivei zamierzam sobie odpuścić. Jaśmin pachniał ładnie, ale tylko w opakowaniu. Ta 24-godzinna ochrona to chyba miała polegać na tym, że wszyscy napotkani niegodziwcy nie zdążą zrealizować swych niecnych zamiarów względem mojej osoby, bo spieprzą przy pierwszym głębszym. Wdechu.
Szczerze powiedziawszy, poczułam taki zawód, że postanowiłam odpuścić sobie kulki Nivei na jakiś czas i nawet zrobiłam skok w bok - mogę powiedzieć, że udany - do Garniera. Teraz już wiem, że sama żem to sobie uczyniła, więc podkulam ogon i do antyperspirantów Nivei na pewno jeszcze wrócę. Dry Comfort może nie daje 48 godzin bez potu (ja to jednak lubię sobie strzelić taki prysznic przynajmniej raz na dzień), ale daje ich wystarczająco dużo, żebym nie musiała myśleć o spoconych pachach, gdy robię to, co zazwyczaj robię.
Od razu Kazik mi się nasuwa.
![]() |
| Skok w bok. Podoba mi się, że stoi na głowie. Nie podoba, że jest nieprzeźroczysty. |
![]() |
| Dla pewności. |
Na koniec dodam jeszcze, że kulki Nivei starczają mi na jakieś 3-4 miesiące. Tę omyłkową zużyłam nieco szybciej, bo więcej się smarowałam, mając nadzieję, że grubsza warstwa jakoś lepiej zatamuje. Och, lol.
Dajcie znać o swoich przygodach z kulkami i aerozolami.
(Edit: Sztyfty też się bawią).
(Edit: Sztyfty też się bawią).
A wszystkim, którzy chcą mnie postraszyć rakiem piersi, polecam artykuł z Kosmopedii. Tak, tak, nie wiadomo, kto to pisał i na czyje zlecenie, ale chwileczkę, przecież ci, którzy demonizują, też mogą mieć swoje interesy. Nie dojdziesz. Choć zawsze możesz próbować. Nawet całe zdrowe życie.
























