sobota, 14 kwietnia 2012

Środa trzynastego


Nie oszukujmy się, piątek trzynastego to święto ruchome. Równie dobrze może nas dopaść na początku tygodnia, jak i na koniec miesiąca. Jeśli rzeczywiście przy narodzinach zamiast czepka trafiło nam się wiadro syfu lub jeśli po prostu lubimy się nad sobą użalać, może nas też dopadać codziennie.

We wtorek poczułam, że nadszedł już czas. Odpowiedni moment, by wreszcie uporać się z pewnym wpisem. Zasiadłam do komputera, odnalazłam potrzebne zdjęcia, dosztukowałam aparatem te, których brakowało. Przystąpiłam do pisania. Pisałam i pisałam, starannie ważąc słowa. Nie samym pisaniem jednak człowiek żyje (podkreślam „człowiek”, bo oprócz człowieków mamy też różnych innych bardziej lub mniej poczciwych szaleńców), więc kliknęłam zapisz i poszłam żyć czymś innym. Do pisania powróciłam dopiero w środę. Spokojnie, bez pośpiechu przejrzałam to, co do tej pory z siebie wydusiłam, i dopisałam resztę. W międzyczasie pojawił się niedobór jedzenia – poszłam zapolować. A gdy już upolowałam, oporządziłam i zjadłam – poszłam spalić. Wróciłam dosyć późno, ale mimo zmęczenia (takiego pozytywnego przecież) zabrałam się za obróbkę (chyba za dużo powiedziane...) zdjęć. Wklejam te parszywe znaki wodne – ehe, bo akurat ktoś ci te zdjęcia ukradnie – aż tu nagle bez ostrzeżenia komputer się wyłącza i zaczyna uruchamiać od nowa. Pełen luz, bo przecież nie pierwszy raz coś tam strzyka w jego starym korpusiku, poza tym po sieciach chodzą spadki (napięcia), ale nie, nie tym razem! „Tak łatwo sobie ze mną nie poradzisz, ty... ty... userze-looserze!”. Okazało się, że staruszek dostał czkawki: uruchamiał się i wyłączał, uruchamiał i wyłączał, uruchamiał i chamiał właściwie, bo przecież wyłączał tuż przed odpaleniem Windowsa. Bardzo zabawne, dziadku! Ponieważ moje umiejętności komputerowe kończą się trochę powyżej punktu zero, a o trybie awaryjnym w typ wypadku w ogóle mogłam zapomnieć, postanowiłam oddać dowcipnisia w troskliwe ręce zaufanego i światłego człowieka. Na razie cisza, nie zapeszajmy.

I tak oto po raz kolejny okazało się, że nie przewidzisz. Przygotowałam dla Was obszerny elaborat, chciałam dla rozrywki okrasić go zdjęciami, ale zdjęcia szlag (na razie!) trafił. Zabunkrowały się na niedostępnym (na razie!) dysku, razem z wieloma innymi przeznaczonymi do rychłej (trolololo) publikacji. Mam pod ręką jeszcze jakieś starocie, bo od czasu do czasu doświadczam przebłysków inteligencji i robię kopie zapasowe, ale szczerze powiedziawszy, jeśli już odczuwam wewnętrzny przymus, by się uzewnętrzniać w blogosferze, to wolę ją, czyli Was, Kochane Dziewczątka, straszyć nieco mniej niewydarzonymi zdjęciami.

Zamiary jak zwykle szlachetne, ale skąd mogłam wiedzieć, że komputer ma swoje widzimisię, niekoniecznie pozostające w zbieżności z moim? Choć jest jeszcze opcja, że on po prostu wie lepiej: „Zostaw to, babo, za dużo już naprodukowałaś”. Albo: „Weź się za robotę”. Ooookeeeej...

I co będzie teraz? Nie wiem, poczekamy i się przekonamy. Może wkrótce odzyskam szczątki. Może te szczątki nawet będą chciały ze sobą (i ze mną też!) współpracować. A jak nie, to spokojna Wasza wypielęgnowana, coś wymyślę. Jakiś przebłysk najlepiej.

52 komentarze:

  1. o nie.. biedny Słomek :* ja cierpliwie poczekam na cokolwiek co tam na dysku zbunkrowałaś :)

    PS: a paczusia doszła? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marti, :*
      Hmm, powinnam zrobić przesiew tych staroci.

      PS Jeszcze nie, ale czekamy. :)

      Usuń
    2. Teraz lepiej nie przesiewaj, bo jeszcze zostaniesz bez niczego, jeśli spojrzysz zbyt krytycznym okiem :D

      Usuń
    3. Karotko, słusznie prawisz. :>

      Usuń
    4. Karotka mądrze gada! :)

      oj, co tak długo? :( była wysyłana w ten sam dzień co blogbox i blogbox już doleciał we wtorek czy środę :( jak nie dojdzie do wtorku, to przed wylotem do PL pójdę na pocztę spytać o co kaman.. wysłane było poleconym ubezpieczonym, więc zginąć nie mogło! chyba, że jakaś pani pocztowianka się wymalowała :/

      Usuń
    5. Aj, jeszcze bardziej krytyczne to są oczy internautek. :]

      A z paką to nie wiem... może to przez Święta?
      Ale napisałaś dwa "C"? ;)
      Wiem, że napisałaś.

      Hmm, muszę zobaczyć, czy mi listonosz nie wypiękniał przypadkiem.

      Usuń
    6. tak, napisałam dwa C :) popatrzaj na listonosza koniecznie.. i podejrzyj panie na poczcie :D

      Usuń
  2. Poor Słomka! Łączę się z Tobą w cierpieniu, bo mi staruszek PC też ostatnio płatał figle i wyłączał się w najmniej spodziewanym momencie albo nagle sam z siebie włączał się w środku nocy, po czym się rozmyślał, namyślał, rozmyślał... Pomogło rozbebeszenie go (zdjęcie pokrywy - nie myśl sobie, że ze mnie taki informatyk xD) i potraktowanie go zmiotką i odkurzaczem (taaaaaaaaki kłak wyfrunął z wiatraczka!)... Pomogło na chwilę, po czym znowu się zaczęła, więc zawiozłam go do taty, który ponownie potraktował go odkurzaczem, tyle, że dodatkowo, że tak brzydko powiem - wydmuchał - wszelkie syfy z zasilacza (okazało się, że to też ma swój wiatraczek! Eureka!), no i nie chcę zapeszać, ale na razie (tfu! tfu!) jest nieźle... Wniosek z tego taki (po tym przydługawym wstępie), że może Twój staruszek (komputer, nie tata) też się przegrzewa i stąd te cyrki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karotko, przegrzewanie to była oczywiście moja pierwsza myśl (już raz przez skopany wiatrak na zasilaczu rozlały mi się kondensatory na płycie głównej), więc dziarsko ruszyłam na niego ze śrubokrętem. Ale w środku w miarę czysto (jakiś czas temu robiłam dokładne czyszczenie, zwłaszcza wszystkich wiatraków, taka trauma), wszystko dobrze podpięte. Bardzo możliwe, że to sam system się sypnął. Oby.

      Usuń
    2. No to marna ze mnie pomoc... Ale kciuki trzymam, co by nie było! Byle nie dysk!

      Usuń
    3. Aj tam, nie gadaj.
      Dysk raczej przetrwa. A dane przeniesione na bezpieczną partycję. :)
      Oby tak już zostało.

      Usuń
    4. Tego się trzymajmy! :)

      Usuń
  3. trzymam kciuki za staruszka. & pisz pisz. zdjęcia to sprawa drugorzędna. chcę Cię czytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diggerowa, nie powiem, miło czytać takie słowa z rana :)

      Usuń
  4. No wiesz co. To dopiero dziad. Jak tak można człowiekowi robić?
    Pal licho zdjęcia, przeżyjemy bez obrazków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zoila, ale z obrazkami też? Bo już się pieką ;)

      Usuń
  5. wiesz,ze my Cie nawet w najgorszej wersji chcemy ogladac :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mademoiselle Zu, tak, tak, wiem, to bardzo podnosi samoocenę osoby oglądającej :P

      Usuń
  6. No jasna dupa w kwiaty, mnie by pewnie szlag trafił...
    Oby szczątki wróciły pokorne i działające (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malowana, nom, zachwycona nie byłam.
      Szczątki nie wróciły.
      Bo okazało się, że staruszek jeszcze całkiem krzepki (stuk puk).

      Usuń
  7. Trzymam kciuki! I łączę się w bólu, bo sama sobie kiedyś załatwiłam kompa w podobny sposób, tracąc wszystkie dane i zdjęcia. Wypadki chodzą po ludziach, ale my tu jesteśmy i czekamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kat, ooooj, tak sobie nie załatwiłaś, tak to tylko ja potrafię :P

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. MarSelinus, nie obiecuj, bo jeszcze Cię z tego rozliczę ;P

      Usuń
  9. Oby te fochy nie okazały się zaraźliwe, ja podkręciłam tempo jeśli chodzi o moją mgr, ale ciii :x

    OdpowiedzUsuń
  10. trzymam wszystkie palce (też te u stóp) za rychłe zmartwychwstanie maszyny liczącej. jeśli cię to rozbawi lub pocieszy, to podzielę się historią, jaka przydarzyła mi się niemal równo 4 lata temu: pisemne egzaminy maturalne miałam 3 dni pod rząd. wracam w środę do domu po napisaniu wosu i zasiadam przed komputerem celem regeneracji mózgu, żeby na sobotę być gotową na maturę ustną z polskiego. jak łatwo się domyślić, prezentacja na rzeczoną maturę była w powijakach na komputerze.
    zaczęła się burza, typowa wiosenno-majowa burza. i jak jakiś pierun nie walnie niedaleko mojego domu i nie spowoduje spięcia... i nie spali mi komputera... jeszcze nigdy tak nie przeklinałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgito, przyznam szczerze, że aż w pierwszej chwili lód poczułam.
      Ale ponieważ matura dawno była, to musisz mi wybaczyć, bo potem się zaśmiałam.
      Będziesz się mogła odegrać, jak już napiszę, co było z moim staruszkiem.

      Usuń
  11. Uhh, co za nieludzkie stworzenie z tego komputera no. Znam ten ból - kiedyś w najbardziej nieoczekiwanym i niepożądanym momencie padła mi mp4 -.-
    Poczekamy cierpliwie ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paramore, ekhem, jak się okazało, to chyba ja jestem bardziej nieludzka niż mój komputer. A przynajmniej gópsza.
      Nie zazdroszczę.
      Ja cały czas drżę o aparat i mp3. Nówki sztuki to to nie są :(

      Usuń
  12. No to czekamy Słomciu, oby staruszek się naprawił :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Biedny dziadziuś nie wytrzymał czułego dotyku Słomki ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hatsu-hinoiri, zbyt dużo (powiedzmy że) emocji.

      Usuń
    2. Zły dotyk boli, Słomko^

      Usuń
  14. uuuu... przeszlam to w tamtym roku, wiec lacze sie w bolu. Na poczatku z dwoma wiekowymi, ktore z racji wieku i eksploatacji wyzionely ducha a potem z nowym, ktory mial problemy z dyskiem i robil to samo co Twoj. Dysk poszed do wymiany a moje pliki do diabla...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maus, utrata danych boli bardzo, czasem nawet bardziej niż sprzętu. Staram się mieć kopie zapasowe najważniejszych rzeczy, ale czasami się zapuszczam... Uśpiona czujność i takie takie.

      Poza tym zawsze gdy coś robię, co pięć minut klikam zapisz. Trauma.

      Usuń
    2. Ja - serio mówię - podczas projektowania Ctrl+S używam średnio co minutę. Nawet nie wiem, czy całą. Też trauma.

      Usuń
    3. Slomka tez tak mam, niby mam osobny dysk, stoi sobie pod stolem ale chomikuje na pulpicie i potem jestem mocno zdziwiona :]

      juz nie wspominajac, ze dwa lata temu prawie dostalam zawalu, bo nagle ten osobny dysk, zaladowany wszystkim co wazne, odmowil wspolpracy ale to na szczescie byl tylko zasilacz :P

      Usuń
    4. Ej, żeby nie było, ja też znam ten skrót ;P

      Maus, nie opowiadaj mi tu takich historii, bo sama zawału dostanę :P

      Usuń
  15. Jak Ty to możesz wytrzymać, że w tej chwili Twój komputer właśnie oddaje się innemu, no!^
    - Zajec, stul dwuzębny pysk, parszywku jeden!
    _____________________________

    Pewnie wściekłaś się z lekka biedulko, co?
    Kurczę... nie lubię, kiedy jestem bezsilna gdy chcę komuś pomóc - choćby sensownie pocieszyć.
    Słomuś, pisz do nas coś-tam choćby z biblioteki publicznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajęc, a niech się oddaje. Jeśli wróci do domu w dobrym stanie, nadal sprawny i nadal chętny, to nie potraktuję wałkiem. Nawet przygarnę.

      Ale nie we wszystkich relacjach mam takie podejście :P

      Oj, wściekłam się, wściekłam, ale już mi przeszło, teraz to się śmieję. Jak przeczytasz o co cho, to też przestaniesz smutać dwuzębnego pyszczka.

      Aha, na szczęście teraz jestem w lepszej sytuacji niż drzewiej bywało. Mam jeszcze drugiego grata, także od świata mnie nie odcięło.

      Usuń
  16. Co za niedobre, zabunkrowane zdjęcia! A próbowałaś je przekupić jedzeniem? Na mojego chomika zawsze działało...;>

    Czekam więc na poprawę stanu zdrowia staruszka :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ależ Ty świetnie piszesz! :) Lecę dalej wertować Twojego bloga. ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielone Serduszko, dziękować! Miłego wertowania i również pozdrawiam :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...